PONTYFIKAT (ARCY)BISKUPA STANISŁAWA NOWAKA 1984-2011

SŁOWO O POWOŁANIACH KAPŁAŃSKICH I ZAKONNYCH

Zwracam się do Was, drodzy Młodzi, Rodzice, Kapłani, Osoby zakonne, Chorzy oraz Starsi, abyście z wielką uwagą i odpowiedzialnością przyjęli słowa Chrystusa: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo” (Mt 9, 37n).

Żniwo, czyli pole do pracy nad zbawieniem ludzi, bardzo się powiększa. Otwarły się dla Chrystusa szkoły, szpitale, wojsko i inne instytucje w naszej Ojczyźnie. Uchylono dla Ewangelii i Kościoła drzwi w sąsiednich krajach. Wołają o kapłanów i misjonarki młode Kościoły Afryki, Ameryki i Azji. Tymczasem robotników na tak wielkie żniwo wciąż mało. Stan mniej licznych rodzin nie ułatwia odpowiedzi na głos wzywającego Pana. W takiej sytuacji jakże mocna, gorąca i ciągła winna być modlitwa w tej intencji.

Módlmy się wiec o łaskę powołań kapłańskich i zakonnych, a czyńmy to nie w jakiś ogólny i abstrakcyjny sposób, lecz każdy z nas niech poczuwa się do indywidualnej odpowiedzi na zbawcze plany Boga. Wy, kochani Młodzi, ale także my wszyscy, stawiajmy sobie pytanie: co robić, żeby przy ciężkim żniwie schyłku XX wieku pracowało więcej robotników.

Częstochowskie Archidiecezjalne Seminarium Duchowne pod Jasną Górą otwarło szeroko swe ramiona dla kandydatów do kapłaństwa. Jesteśmy zdolni przyjąć dwukrotnie wyższą liczbę alumnów niż dotychczas, gdy ono mieściło się w Krakowie. Także zakony męskie i zgromadzenia sióstr zakonnych, których domy w tak dużej liczbie mieszczą się w Częstochowie, zapraszają tych, co chcą całkowicie poświęcić się Bogu i bliźnim.

Zarządzam, aby w każdym kościele odprawiane były, w związku ze Mszą św. lub poza nią, nabożeństwa ku czci Chrystusa Najwyższego Kapłana w pierwsze czwartki miesiąca z zanoszeniem próśb za kapłanów i o powołania kapłańskie i zakonne. Codziennie też w maju i w czerwcu ma być dodawana specjalna modlitwa w tej intencji. Zalecam także modlitwy o powołania w czasie Ogólnopolskiego Kongresu Powołań, który będzie miał miejsce na Jasnej Górze od 29 kwietnia do 2 maja br.

Niech Matka Najświętsza, która najdoskonalej odpowiedziała na zbawcze plany Boże, wyprasza nam nowe zastępy gorliwych kapłanów, zakonników i zakonnic a także misjonarzy duchownych i świeckich.

+ Stanisław Nowak

Arcybiskup Metropolita Częstochowski

Częstochowa, Wielki Czwartek 1993 roku.

 

LIST DO MOICH KAPŁANÓW
O STAŁEJ FORMACJI

Umiłowani Bracia w kapłaństwie Chrystusowym,

Piszę te słowa w perspektywie zbliżającego się Jubileuszu Dwutysiąclecia od Narodzenia Chrystusa. Jubileusz ten będziemy też mogli obchodzić jako Dwutysiąclecie od zaistnienia kapłaństwa Chrystusowego, w którym uczestniczymy. Rok 2000 będzie w swoich zewnętrznych przejawach życia ludzkiego taki, jak wszystkie inne, a przecież czujemy, że ma on w sobie pewną wyjątkowość. Będzie to rok Wielkiego Jubileuszu Zbawienia. To już dwa tysiące lat upływa od jedynego dla człowieka i świata wydarzenia: początku zbawienia rodzaju ludzkiego. Gdy bowiem Słowo stało się Ciałem i zamieszkało między nami, wszystko, co dotyczy człowieka i nawet świata, stało się inne. Bóg wszedł w naszą historię i bardziej jeszcze wszedł w życie ludzkie. Przez to nadał temu, co ludzkie, wymiary najwyższej wartości. Ludzkość została wprowadzona w wymiary boskości. Chrystus wszedł również w to wszystko, co w swej istocie jest całkowicie przeciw człowiekowi: w jego grzech, śmierć, beznadziejność, samotność. Na krzyżu bowiem Ten, który sam nie miał grzechu, dla nas stał się grzechem, aby nas odkupić. Przyjął śmierć, aby jej odebrać moc wyniszczającą człowieka; wszedł, jakby w samo piekło, rozumiane jako stan oddalenia od Boga, po to, żeby człowiek nie musiał na wieki pozostawać poza Bogiem.

Prawda o Wcieleniu Odkupieńczym zajmuje centralne miejsce w życiu ludzkim. „Verbum caro” przechodzi w „fides-caro”. Wiara wyraża się w sposób całkiem konkretny przez przyjęcie daru Chrystusa Odkupiciela, który wprowadza to, co boskie w ludzkość, i to, co ludzkie, w wymiary życia Bożego. Dzieje się to w Kościele dzięki porządkowi sakramentalnemu, dzięki głoszeniu słowa Bożego i uobecnianiu ludzką miłością samego Chrystusa.

Tu widać, jak bardzo ważną rolę w ekonomii Wcielenia odkupieńczego odgrywa kapłan. Jezus dokonuje zbawienia świata przez posługę kapłana, powiedzmy mocniej, przez jego ciało i krew, przez jego radość i cierpienie, jego talenty i zdolności. Kapłan działa w osobie samego Chrystusa. Najbardziej się to wyraża w czasie Mszy świętej, kiedy uobecniając samego Jezusa, mocą Jego słów konsekruje chleb i wino, ale również ma to miejsce w działalności nauczycielskiej i pasterskiej. Zawsze kapłan „odziany” jest niejako osobą Chrystusa. Od wieków nazywany jest też „drugim Chrystusem”, lub „sakramentalnym Chrystusem”. Rozumiemy to w tym znaczeniu, że jest on drugim Chrystusem w funkcji Głowy na służbie Kościoła jako swego Mistycznego Ciała. Jest drugim Chrystusem, jako Dobry Pasterz, który daje życie swoje za owce swoje; drugim Chrystusem jako Oblubieńcem i sługą Kościoła. Dzięki niezatartemu znamieniu sakramentalnemu, które diakon, kapłan lub biskup otrzymuje w czasie święceń, prawda ta sprawdza się w jego życiu w wyjątkowy sposób, istotnie różny od tego, jak to ma miejsce w ochrzczonych i bierzmowanych. Przez kapłaństwo służebne prawda o Wcieleniu Boga „Verbum caro factum est” wypełnia się w jedyny sposób.

Nie jest to bez znaczenia w konkrecie życia. Kapłan jest poniekąd „współzbawicielem” świata z Chrystusem. Od jego wiary, zapobiegliwości, entuzjazmu, pracy, zaangażowania wszystkich swoich zdolności i energii w dzieło apostolstwa, jednym słowem od jego świętości osobistej, zależy naprawdę bardzo dużo w porządku zbawienia. Kapłan wpływa też na losy świata przez swoją modlitwę. Najczęściej jednak przyczynia się do zbawienia świata przez umieranie z Chrystusem w tajemnicy wyrzeczenia, żyjąc w celibacie, posłuszeństwie, ubóstwie i pokucie. Składa on wtedy również i siebie samego w ofierze Bogu. Dlatego w czasie Mszy św. Kościół każe mu specjalnie prosić wiernych o modlitwę, aby również jego ofiarę przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący.

Kapłan nie mógłby jednak odpowiedzieć na zaufanie ze strony Boga, gdyby nie poddał się stosownym ćwiczeniom duchowym. Istotnie, na wszystkie problemy i cierpienia, jakie dotykają stan kapłański, Kościół ostatnich lat znajduje w odpowiedzi kluczowe słowo: „formacja kapłańska”. Formacja stała, konsekwentna, na wszystkich etapach życia. Gdy św. Paweł martwiąc się o siebie, żeby innym przepowiadając sam nie został uznany za niezdatnego (por. 1 Kor 9, 27), tym samym przestrzega nas przed nadmiernym aktywizmem, pozbawionym wysiłku ascetycznego. Nawet działalność apostolska może wyjałowić duszę kapłana i prowadzić do pustki i rozpaczy, jeśli on nie szuka wszystkimi siłami okazji i warunków do rekolekcyjnego wyciszenia i modlitewnego skupienia. A co dopiero, gdy kapłan nie bardzo lub mało angażuje się w czyn apostolski? Bez głębokiego zjednoczenia z Chrystusem praca i działalność kapłańska nie będzie dość owocna i skuteczna. Przeciwnie, będziemy dla ludzi zawodem, a nawet niekiedy zgorszeniem.

Dzisiejsze czasy nie tylko nie zwalniają nas z obowiązku formowania się, ale go raczej wyakcentowują. Atmosfera w jakiej żyjemy, kultura naszych czasów, nie sprzyja konsekwentnej wierze. Źle pojęta tolerancja wynikająca z indyferentyzmu religijnego lub niewłaściwie pojmowanej demokracji, nie stwarza już, tak jak dawniej, dopingu do trzymania się przy przyrzeczeniach kapłańskich za wszelką cenę, „wszystkimi zębami”, jak mawiali autorzy ascetyczni. Dzisiaj też, świat pojmowany negatywnie przez św. Jana czy św. Pawła jako domena działania złego ducha, jako potrójna pożądliwość ciała, oczu czy pycha tego życia, świat mający swą własną „mądrość”, sprzeczną z mądrością krzyża, świat jako wreszcie styl życia i struktury zła – zorganizowanego w systemach politycznych, społecznych, ekonomicznych i kulturowych – wręcz kuszą kapłana i usiłują wciągnąć go w nurt słabości moralnej i grzechu. Chrystusowe słowa z Ogrójca, skierowane do Apostołów: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie, duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe” (Mk 14, 38), stają się szczególnym napomnieniem dla kapłanów naszych czasów.

Te racje ciągłej formacji wynikające ze specyfiki powołania kapłańskiego, nie mogą też przyciemniać tych, które pochodzą z natury człowieczeństwa i chrześcijaństwa. Pamiętamy wciąż zdanie św. Augustyna zwracającego się do wiernych: „z wami jestem chrześcijaninem, dla was jestem kapłanem”. Istotnie, brak dążenia do doskonałości ludzkiej i chrześcijańskiej, całkowicie sprzeczne jest z naturą chrześcijanina, dla którego „być w Chrystusie” znaczy wciąż stawać się podobnym do Chrystusa. Trzeba nam zatem zawsze brać sobie do serca słowa św. Pawła z listu do Filipian: „A modlę się o to, aby miłość wasza doskonaliła się coraz bardziej i bardziej w głębszym poznaniu i wszelkim wyczuciu dla oceny tego, co lepsze, abyście byli czyści i bez zarzutu na dzień Chrystusa, napełnieni plonem sprawiedliwości, [nabytym] przez Jezusa Chrystusa ku chwale i czci Boga” (1, 9-11).

Przyjmijcie, Umiłowani Bracia w kapłaństwie, także i osobisty aspekt tej zachęty do stałej formacji życia kapłańskiego. Jako uczestnik Synodu Biskupów na temat formacji kapłańskiej, czuję się szczególnie przynaglony do wprowadzenia w życie posynodalnej adhortacji Pastores dabo vobis i Dyrektorium o posłudze i życiu kapłanów. Obydwa te dokumenty z wyrazistością uwypuklają potrzebę stałej formacji kapłańskiej. Czytamy w Pastores dabo vobis: „Synod Biskupów w 1990 r. poświęcił swą troskę i refleksję takim sprawom, jak wzrost powołań kapłańskich, ich formacja, która winna zmierzać do tego, aby kandydaci poznali Jezusa i poszli za Nim, przygotowując się do przyjęcia i przeżywania sakramentu kapłaństwa upodabniającego ich do Chrystusa Głowy i Pasterza, Sługi i Oblubieńca Kościoła. Synod rozważał też kierunki i metody stałej formacji, które realnie i skutecznie pomagałyby umacniać posługę oraz życie duchowe kapłanów” (nr 3).

Formacja kapłańska w istocie swej wyrasta z tajemnicy Eucharystii, której kapłan jest szczególnym szafarzem. Chrystus bowiem jakby za jednym tchem ustanowił sakrament Eucharystii i sakrament kapłaństwa w czasie Ostatniej Wieczerzy. Być kapłanem, według zamiarów Bożych, nakłada się więc na gorliwe i pobożne sprawowanie ofiary Mszy świętej i stawanie się wciąż wraz z Chrystusem ofiarą miłą Bogu. Nie znajduję wprost słów, by wykazać jak bardzo winniśmy się do każdej Mszy świętej przygotowywać, godnie Ją przeżywać, dziękować za Nią i jednoczyć się w ciągu dnia z Jej owocami. Najlepszym przygotowaniem do sprawowania Mszy świętej będzie nasza spowiedź kapłańska, przynajmniej co dwa tygodnie odprawiana, i korzystanie ze stałego kierownictwa duchowego. Godną oprawą Mszy świętej i jej dopełnieniem jest Liturgia uświęcenia czasu – nasz kapłański brewiarz, który godnie, uważnie i pobożnie winniśmy sprawować tak za żywych jak i za umarłych.

Kapłana uświęca samo wypełnianie funkcji kapłańskich, nie tylko sakramentalnych, ale też nauczycielskich i pasterskich. Pamiętajmy, co na ten temat pisze II Sobór Watykański. „Prezbiterzy osiągną świętość w sposób im właściwy, wypełniając szczerze i niezmordowanie swe obowiązki w Duchu Chrystusowym” (KK 13). Działając w osobie Chrystusa, mogą wciąż jednoczyć się z Nim dla dobra nie tylko wiernych, którym w danym momencie służą, ale też dla siebie samych.

Aby jednak tak było, potrzebne są jeszcze inne pomoce i praktyki duchowe, ascetyczne i pobożnościowe. Są to te, w które zostaliśmy wprowadzeni przez formację w naszym Seminarium. Zawsze się mówiło w ascetyce kapłańskiej, że tym więcej wierności w przeżywaniu samego kapłaństwa, im więcej wierności w stosowaniu praktyk, do których wprowadziło nas Seminarium Duchowne. Zachęcam więc do odprawiania medytacji, lektury duchowej (lectio divina), nawiedzeń Chrystusa obecnego w tabernakulum kościoła parafialnego, modlitwy maryjnej: Anioł Pański, codziennej cząstki różańca. Refleksja nad sumieniem, rachunek sumienia ogólny i szczegółowy, mogą być doskonale włączone w modlitwę brewiarzową. W dzisiejszych czasach zaleca się także praktyki duchowe wspólnotowe, jak dzielenie się Słowem Bożym i charyzmatem duszpasterskim, „rewizja życia”, wspólne odmawianie części Liturgii Godzin z okazji zebrań towarzyskich i okazjonalnych.

W obecnym liście pragnę jednak szczególnie zwrócić uwagę na dłuższe ćwiczenia duchowe, które odgrywają węzłowe funkcje w naszym kapłańskim życiu. Mam na myśli najpierw rekolekcje kapłańskie. Te winniśmy, jak o tym przypomina II Synod Diecezji Częstochowskiej odprawiać przynajmniej raz w roku (por. rozdz. V, 3.3.5.). Gorąco proszę, aby tego zalecenia przestrzegać i żeby nie zdarzało się tak, że komuś „brak czasu” na tak ważne dla duszy kapłańskiej ćwiczenia. Dni skupienia możemy sobie odprawiać prywatnie w domach rekolekcyjnych i klasztorach, ale zawsze należy uwzględnić w swoim planie: dzień skupienia odprawiony na początku Wielkiego Postu w różnych regionach archidiecezji, pielgrzymkę kapłańską z archikatedry na Jasną Górę, odprawianą w październiku lub listopadzie. Naszą formację intelektualną i duszpasterską uzupełniamy w rejonowych dniach duszpasterskich i katechetycznych (tzw. rejonówkach) i w zorganizowanych sympozjach, zwołanych zwykle z okazji wydania jakiegoś dokumentu kościelnego i przeprowadzania jakiejś akcji pastoralnej.

Gorąco proszę o właściwe traktowanie tak zwanych zebrań dekanalnych. Te nie mogą się ograniczać tylko do wysłuchania zaleceń księdza dziekana, ale winny się zawsze łączyć z adoracją Najświętszego Sakramentu i z konferencją ojca duchownego dekanatu lub osoby przez niego wskazanej. Bardzo proszę przy okazji o korzystanie z posługi ojców duchownych dekanatu, którzy wraz z ojcem duchownym archidiecezjalnym kapłanów ponoszą szczególną współodpowiedzialność z biskupem za życie duchowe kapłanów w archidiecezji. Zaleca się bardzo, żeby w każdym miesiącu odbywała się w dekanacie konferencja o tematyce życia duchowego. W Wyższym Seminarium Duchownym w kościele Chrystusa Najwyższego Kapłana w III-cie czwartki każdego miesiąca o godz. 20-tej mają miejsce adoracje eucharystyczne z konferencją duchowną dla księży z Częstochowy i tych z najbliższych okolic, którzy będą mogli o tej porze się zgromadzić.

Ze szczególnym naciskiem pragnę wreszcie zwrócić uwagę na nową praktykę formacji kapłańskiej, która jest wielką inspiracją i zaleceniem naszych czasów. W Pastores dabo vobis czytamy: „Formacja stała, właśnie dlatego, że jest «stała», musi towarzyszyć kapłanom zawsze, a więc w każdym okresie i niezależnie od uwarunkowań ich życia, a także od funkcji, jakie pełnią w Kościele; będzie ona oczywiście uzależniona od możliwości i okoliczności związanej z wiekiem, warunkami życia i zadaniami powierzonymi kapłanowi” (n 76). Niezwykle jest ona ważna dla młodych kapłanów i dlatego lekceważenie jej jest poważną sprawą sumienia. Lekceważenie przecież środków, które są ściśle związane z osiąganiem celu, jakim jest zbawienie i wzrost duchowy, jest poważnym wykroczeniem moralnym. Niech więc każdy kapłan, a jeżeli chodzi o wikariusza również jego ksiądz proboszcz, przed Bogiem rozważy, czy znajduje odpowiednie racje, żeby opuścić ćwiczenie formacyjne. W razie uzasadnienia w sumieniu swej nieobecności „na formacji”, niech zawsze napisze do kierownika swojego „cyklu formacyjnego” usprawiedliwienie na piśmie.

A oto szczegółowy wykaz wiekowych grup formacyjnych, podanych według wskazań ostatniego Synodu Kapłańskiego, dokumentów Stolicy Apostolskiej o kapłaństwie i szczegółowych inspiracji ze strony Komisji Episkopatu Polski do spraw Duchowieństwa.

  1. Pierwszą grupę wiekową stanowią neoprezbiterzy – „cykl neoprezbiterski”. Jest to grupa szczególnie poddana opiece Kościoła z racji na stawianie pierwszych kroków w duszpasterstwie i w samodzielnym życiu kapłańskim poza seminarium. „Choć zrozumiałe jest uczucie pewnego «przesytu», jakiego może doznawać młody kapłan, gdy opuszczając seminarium staje wobec perspektywy dalszych studiów i spotkań formacyjnych, należy odrzucać fałszywy i niebezpieczny pogląd, iż formacja kapłana kończy się w momencie, gdy opuszcza on seminarium” (PDV, 76). Księży neoprezbiterów proszę, aby raz w miesiącu, oprócz miesięcy wakacyjnych, przyjeżdżali na swój kurs formacyjny do wyznaczonego domu. Na program takiego dnia, podobnie zresztą jak w innych cyklach, składać się będzie wspólna Msza święta z homilią, konferencja ascetyczna, wykład pogłębiający lub uzupełniający studia teologiczne, okazja do kierownictwa duchowego, braterskie dzielenie się doświadczeniem życia duszpasterskiego.
  2. Drugą grupę formacyjną, nazwijmy ją „cyklem wikariuszowskim”, stanowią kapłani od 2 do 5 roku po święceniach. W tym okresie życia młodzi kapłani wchodzą z pełnym zaangażowaniem w pracę duszpasterską, katechetyczną, ale też natrafiają w niej na wielki świat trudności, zwłaszcza w katechezie i duszpasterstwie młodzieży. Konieczne jest więc pogłębienie duchowe, intelektualne i duszpasterskie. Kościół przez wieki domagał się od kapłanów w tym okresie egzaminów wikariuszowskich. Organizował też tzw. „tirocinium pastorale” dla młodych księży. Formacja intelektualna tego okresu, wysłuchanie określonego kwantum wykładów, mogłoby być ekwiwalentem tego rodzaju egzaminów i „tirocinium pastorale”. Ufamy więc, że czterokrotne spotkanie w ciągu roku w jednym z domów rekolekcyjnych, w tym jedno opłatkowe w ramach roczników ze Mszą świętą, konferencją duchową, wykładem z problematyki duszpasterskiej i katechetycznej, będzie mogło spełnić zamierzony cel. Młodzi kapłani, którzy tak bardzo potrzebują wzajemnej, braterskiej pomocy, będą mogli również przez wymianę zdań i wspólną refleksję wejść jeszcze głębiej w świat posługi kapłańskiej.
  3. Trzecią grupą kapłanów, która powinna się jednoczyć we wspólnym bogaceniu się duchowym, są młodzi kapłani między 6-tym a 10-tym rokiem kapłaństwa. W tym okresie dojrzewa się zwykle do podejmowania bardziej odpowiedzialnej i samodzielnej pracy kapłańskiej, jaka jest udziałem proboszczów. Byłby to „formacyjny cykl proboszczowski”, jakby „seminarium proboszczowskie”. Znów chcę przypomnieć, że zawsze stanowisko proboszczów obejmowali księża po egzaminie proboszczowskim z dziedziny teologii moralnej, pastoralnej i prawa kanonicznego. Obecnie, kiedy nie prosi się już bardzo młodych kapłanów do podejmowania budowy kościołów, takie przygotowanie zakończone jakimś rodzajem egzaminu proboszczowskiego wydaje się pożądane. Na stanowisko proboszcza w zasadzie nie powinno się powoływać bez takowego kursu. Przede wszystkim jednak konieczne jest dla kapłanów tego okresu pogłębienie duchowe. Zagrażająca rutyna i zobojętnienie aż do niebezpieczeństwa sekularyzacji włącznie, muszą być przezwyciężane nie tylko w ramach osobistych rozmów z kierownikiem duchowym, ale też w gronie współbraci kapłanów – rówieśników. I ta formacja powinna odbywać się cztery razy w roku (w tym jedno spotkanie w ramach swojego kursu), w jednym z domów rekolekcyjnych, i powinna obejmować konferencje ascetyczne i odpowiednie do specyfiki tego okresu życia wykłady. Ponadto dwukrotnie w tym czasie należałoby odbyć trzydniowe dni duszpasterskie, które mogłyby się zakończyć tzw. „egzaminem proboszczowskim” uprawniającym do ubiegania się o posługę proboszcza w parafii.
  4. Dla tych, którzy zwykle już są proboszczami, dla kapłanów w sile wieku, między 10-tym a 30-tym rokiem kapłaństwa, co w praktyce oznacza między 35-tym a 55-tym rokiem życia, proponuje się również czas formacji. Nazwijmy go „cyklem kapłanów w średnim wieku”. Nie ma powodu, żeby zapominać o wspólnotowej formacji kapłanów w tym okresie życia. Ascetyka kapłańska tak często podkreśla niebezpieczeństwa, jakie zagrażają również kapłanom w średnim wieku. Są to: nadmierna aktywność, zbytnia pewność siebie, materializm praktyczny, swoistego rodzaju zmęczenie duchowe, rozczarowanie, rezygnacja wobec trudności i niepowodzeń (por. Pastores dabo vobis, 77). „O jak się boję zmęczenia ludzi dobrych” – mówił Pius XII. „Diabeł południa”, „diabolus meridianus” może być bardzo dla nich złośliwy. Formacja duchowa, wyrażająca się w odpowiednich konferencjach, dająca czas na wspólnotową wymianę zdań, może jakiś rodzaj rewizji życia – stać się powinny pomocą dla zapracowanych kapłanów. Niewątpliwie również i w dziedzinie intelektualnej formacja w tym okresie jest potrzebna. Konieczne wydaje się zapoznanie ze współczesnymi, nowymi prądami w świecie. Potrzebna jest też znajomość nowych kierunków w filozofii, nowych ujęć teologicznych, studium aktualnych dokumentów Kościoła. Byłby to czas jakiejś „probacji kapłańskiej” i wzajemnego utwierdzenia się w służbie Bożej. Dla kapłanów w średnim wieku życia przewiduje się dwa spotkania w ciągu roku, oprócz spotkania kursowego z okazji rocznicy święceń.
  5. Pastores dabo vobis przewiduje także ćwiczenia stałej formacji dla „starszych kapłanów”. „Stała formacja powinna objąć także tych kapłanów, którzy ze względu na zaawansowany wiek określani są jako starsi i w niektórych Kościołach stanowią najliczniejszą część prezbiterium”. Z pewnością ten okres życia kapłanów odznacza się dużym doświadczeniem życiowym i apostolskim i dlatego może być szczególnie spożytkowany w służbie Kościołowi. Ich powołaniem jest też nauczać i wychowywać innych kapłanów. Truizmem byłoby też mówić o różnych kłopotach i problemach, które zaczynają już przychodzić w związku z wiekiem życia. Za tym mogą iść różne problemy egzystencjalne, pesymizm życiowy, przejawy niebezpiecznego starzenia się duchowego. Wspólne spotkania formacyjne z dziedziny duchowej będą mogły wprowadzać powoli w „ascezę pięknego starzenia się”, odchodzenia, a zarazem głębi modlitwy i życia mistycznego. Kapłanom tego okresu będziemy proponować dwa spotkania w ciągu roku o odpowiedniej tematyce duchowej z uwzględnieniem tematu aggiornamento (udzisiejszenie) w Kościele naszych czasów.
  6. Ostatnią grupą wiekową, którą należy objąć formacją, są kapłani na emeryturze i podeszli w latach. „Także dla tych kapłanów, którzy po przebytych trudach i chorobach lub psychicznego osłabienia, formacja stała może być pomocą” – czytamy w Pastores dabo vobis (n. 77). Wiodącą grupą kapłanów najstarszych są ci, którzy przebywają w Domu Księży Emerytów, ale są też kapłani emeryci przebywający na plebaniach przy parafii, i tacy, którzy mieszkają w swoich prywatnych domach lub przy rodzinie. Wszyscy oni mogą być objęci „cyklem formacyjnym dla kapłanów seniorów”. Grupa ta jest najdroższą częścią dla prezbiterium Kościoła partykularnego. Wiek, słabości i choroby, poczucie samotności sprawiają nieraz niebezpieczeństwo izolacji od kapłanów i spraw Kościoła. Co robić, żeby tym kapłanom pomóc godnie przeżyć „wiek wstępowania”, który dokonuje się przez zstępowanie, czyli udział w kenozie Chrystusa? Chrystus najwięcej dla nas uczynił, gdy nic nie mógł już dla nas zewnętrznie rzecz biorąc, uczynić, a tylko zwisać z drzewa krzyża. Co robić jednak, żeby tym kapłanom pozwolić jeszcze na radość z pracy kapłańskiej, jeżeli jeszcze mogą pracować? Formacja jest niezwykle potrzebna kapłanom seniorom dla godnego przygotowania się na spotkanie z Chrystusem Oblubieńcem dusz kapłańskich. W Domu Księży Emerytów powinno się koncentrować życie formacyjne wszystkich kapłanów-seniorów, nie tylko tam mieszkających. Spotkania seminarzystów i młodszych kapłanów z kapłanami seniorami mogłyby przynieść obopólny pożytek. Rekolekcje dla księży emerytów i kwartalne dni skupienia powinny się odbywać regularnie i według stosownej dla nich formuły. Tematyką nauk winno być pogodne przeżywanie starości, udział przez cierpienie i choroby w męce Chrystusa, a także uczenie się szafarstwa swoich cierpień, zwłaszcza własnej śmierci, za Kościół w świecie współczesnym.
  7. Synod Biskupów o kapłaństwie zalecał jeszcze zorganizowanie duchowej troski dla wychowawców i wykładowców seminariów duchownych i kolegiów teologicznych, tzw. „formatio formatorum”. Z pewnością i ta grupa zorganizuje się w ramach dni skupienia dla pogłębienia życia duchowego, aby móc wciąż bardziej i owocniej oddziaływać na swoich wychowanków. Im także, w kontekście rozpoczynającego się roku studiów, półrocza i zakończenia roku, proponuje się dzień skupienia ze ściśle dostosowanymi do ich szczególnie odpowiedzialnego powołania konferencjami.
  8. Zwracam się też do kapłanów odbywających studia w kraju lub zagranicą, lub też pracujących poza diecezją, aby bardzo pilnie brali udział w spotkaniach formacyjnych w kraju, gdzie studiują lub pracują. Studenci kursu licencjackiego w Częstochowskim Instytucie Teologicznym niech biorą zawsze udział we wszystkich zjazdach rocznikowych i dniach skupienia dekanalnych i ogólnodiecezjanych.

Drodzy Bracia w kapłaństwie !

Błogosławić należy miłosierną Opatrzność Bożą, że nam pozwoliła wybudować w ostatnich latach dwa piękne domy dla formacji kapłanów i świeckich: Rekolekcyjny Dom „Święta Puszcza” w Olsztynie i Dom Kapłański w budynku Częstochowskiego Seminarium Duchownego, który w tym roku, w przeddzień uroczystości Chrystusa Króla, zostanie poświęcony. Zapraszając na tę uroczystość serdecznie polecam hojności kapłańskiej utrzymanie tych budynków. Przy okazji przypominam Wam bracia, łaskę ubóstwa Chrystusowego, do którego my, jako najbliżsi Jego uczniowie, jesteśmy w wyjątkowy sposób powołani. Pamiętając o słowach Boskiego Zbawiciela: „Dawajcie, a będzie wam dane” (Łk 6, 38) oraz „więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20, 35), z ochotą wyrzekajmy się rzeczy doczesnych i pieniędzy dla sprawy Bożej i dzieł apostolskich i dzielmy się nimi z drugimi. Na pieniądzach kapłana ciąży zawsze „hipoteka społeczna” – mawiał Jan Paweł II jeszcze jako nasz profesor i metropolita. Tym bardziej na własności kapłana ciąży hipoteka Kościoła partykularnego. Odnosi się to również do utrzymywania Seminariów Wyższego i Niższego, katedry i wszystkich innych dzieł charytatywnych i społecznych. Pamiętajmy także o naszych współbraciach w kapłaństwie, którzy pracują w naszym również imieniu w krajach misyjnych, na Ukrainie, Białorusi i w innych Kościołach uboższych od nas.

Jeśli mówimy w odniesieniu do nowo powstałej Akcji Katolickiej, że „wybiła godzina laikatu”, to z pewnością trzeba nam usłyszeć jak bije godzina wzywająca do nowej ewangelizacji duchowieństwo diecezjalne i zakonne. Synod na temat formacji kapłańskiej, adhortacja posynodalna i inne wypowiedzi Ojca Świętego Jana Pawła II, skierowane do nas kapłanów, są tego dowodem. Usłyszmy więc głos godziny zbawienia. Czy nie warto do siebie odnieść słów św. Pawła Apostoła: „Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu” (Rz 13, 11).

Umiłowani Bracia w kapłaństwie!

Piszę ten list o formacji kapłańskiej na 50-lecie kapłaństwa Umiłowanego Ojca Świętego Jana Pawła II. Tak wiele zawdzięczamy gorliwości tego Wielkiego Papieża. On nas wciąż formuje, jak dawniej, swoimi listami na Wielki Czwartek każdego roku. On zagrzewa do nowej ewangelizacji i wytrwania na posterunku w naszych niełatwych czasach. Obyśmy pod jego przewodem mogli przekroczyć próg trzeciego tysiąclecia i zawsze formowani przez Ducha Świętego odpowiedzieli na wielkie zaufanie Boga, który nas wybrał i przeznaczył, abyśmy szli i owoc przynosili i aby owoc nasz trwał (por. J 15, 16).

Gorąco dziękuję Bogu za Was i za Wasz apostolski, mozolny trud na niwie Kościoła Częstochowskiego.

Matce Najświętszej Królowej Polski i Patronce naszej Archidiecezji a także Matce Kapłanów, Was powierzam i Jej polecam dalszą Waszą współpracę z Chrystusem, Jedynym i Wiecznym Kapłanem.

+ Stanisław Nowak

Arcybiskup Metropolita Częstochowski

Częstochowa, w dniu poświęcenia kościoła seminaryjnego pod wezwaniem Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana, 7 czerwca 1996 roku.

 

LIST DO MOICH KAPŁANÓW

O MIŁOŚCI I CZCI NAJŚWIĘTSZEJ EUCHARYSTII

Tytułem wprowadzenia

 

To już drugim listem zwracam się do Was, Umiłowani Bracia w kapłaństwie. Pierwszy powstał w związku ze złotym jubileuszem kapłaństwa Ojca Świętego Jana Pawła II. Drugi rodzi się na przedłużeniu jego listu apostolskiego Mane nobiscum Domine, ogłaszającego Rok Eucharystii. Temat tego roku trzeba nam bardzo poważnie i głęboko potraktować: przejąć się nim i wprowadzać w życie. Pierwszy list o stałej formacji został podjęty przez część kapłanów. Boleję nad tym, że nie przez wszystkich. Dziękuję tym, którzy pokornym i dobrym sercem przyjmą słowo swojego biskupa, pierwszego w diecezji z powołanych do sprawowania Eucharystii, poczuwającego się do odpowiedzialności za świętość swoich kapłanów i ich przeżywanie tak wielkiego Sakramentu. Niech słowa tego listu zostaną przyjęte z największą odpowiedzialnością i będą wiele razy odczytywane a nawet brane za przedmiot lektury duchowej czy medytacji.

Z ufnością w opiekę Maryi, Matki kapłanów, błogosławię na święte sprawowanie Eucharystii.

 

 

Arcybiskup Metropolita Częstochowski

Częstochowa, 19 stycznia 2005 r.

 

Drodzy Bracia w kapłaństwie!

Nie podobna bym się nie zwrócił do Was ze specjalnym słowem w Roku Eucharystii. Wszak Rok Eucharystii jest, można powiedzieć, równocześnie Rokiem Kapłaństwa. Tak często Ojciec Święty nam ukazuje związek tego wielkiego sakramentu miłości, jakim jest Eucharystia, z sakramentem kapłaństwa. W jednej przecież chwili, jakby za jednym tchem, Pan Jezus rzekł do Apostołów w tę noc, kiedy był wydany: „Bierzcie i jedzcie, to jest bowiem ciało moje za was wydane”, „Bierzcie i pijcie wszyscy, to jest bowiem kielich Krwi mojej Nowego i wiecznego Przymierza, która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”, i zarazem rzekł do nich: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Według św. Pawła powiedział: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb i pijecie kielich, śmierć Pańską głosicie, aż przyjdzie” (1 Kor 11, 26). Dodał jeszcze: „Dlatego też kto spożywa chleb i pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej” (1 Kor 11, 27).

Z Eucharystii i dla Eucharystii jest nasze kapłaństwo. Kapłan to mąż Eucharystii. Jeśli zatem wyznajemy za Soborem Watykańskim II i Janem Pawłem II w Mane nobiscum Domine (nr 1), że Eucharystia jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego, to co dopiero powiedzieć o nas, sakramentalnych uczestnikach Chrystusowego kapłaństwa. Źródłem naszego życia kapłańskiego winna być Eucharystia zarówno w momencie jej stawania się, jak i potem, w przebywaniu w naszych kościołach. Do Niej też, jak do szczytu, do czegoś co jest najwyżej, ponad wszystkim, co jest najświętsze, najpiękniejsze i dla nas najdroższe – powinno wszystko w naszym życiu zmierzać. Do Jezusa uobecniającego się wśród nas w Eucharystii, umierającego i zmartwychwstającego przez nasze ręce, winny dążyć tęsknoty, słowa i czyny, nasze ciało i krew – cała nasza istota. Z pewnością, to samo należało by powiedzieć o wszystkich wiernych . Duchowość kapłańska co do swej istoty jest taka, jak wszystkich innych wiernych, niemniej jednak, z racji na niezwykłą bliskość kapłaństwa ministerialnego wobec Eucharystii, duchowość ta jest wybitnie eucharystyczna. Można też powiedzieć, że poprzez Hostię świętą i z Hostii świętej wydobywa się w naszą stronę raz, drugi raz i trzeci głos Chrystusa: „Kapłanie mój, czy miłujesz Mnie więcej niż ci inni?” . Błogosławieni jesteśmy, gdy z ręką na sercu, z pokorą, a może ze łzami skruchy próbujemy dać odpowiedź: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham” (por. J 21, 15-19). Wyrazem naszej szczególnej miłości do Chrystusa dającego się nam do końca poprzez Eucharystię, niech będzie ta miłość, jaką w czasach życia ziemskiego objawiali: św. Jan Chrzciciel, Najświętsza Maryja Panna i św. Józef.

 

  1. W mocy ducha Jana Chrzciciela

 

Św. Jan Chrzciciel jest znakiem dla nas, kapłanów, bo podobnie jak my, był przyjacielem Jezusa, tym, który stoi, słucha Go i doznaje radości na Jego głos oblubieńczy (por. J 3, 29). To on przygotowywał misję Chrystusowi. Nikt tak, jak on, nie utorował Mu drogi a uczynił to swoim narodzeniem, nauczaniem, chrztem i męczeńską śmiercią. Kapłan, po śpiewie „Baranku Boży” w czasie Mszy świętej, słowami Jana okazuje ludowi Hostię mówiąc: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Błogosławieni, którzy zostali wezwani na Jego ucztę”. Wielką misją kapłana jest przygotować wiernych na celebrację Mszy świętej, przyjmowanie Komunii świętej, adorację i kontemplację Hostii. Kapłan ma wychować u nich głód spożywania Eucharystii, ofiarowania siebie wraz z Chrystusem w czasie Mszy świętej i osiągania możliwie najintymniejszych kontaktów z Bogiem żywym. Pozwólcie więc, drodzy Bracia, że w punktach przypomnę Wam niektóre choćby powinności, które wynikają z naszej przynależności do Jezusa, o którym święty Jan Chrzciciel mówił w Betanii: „Pośród was stoi Ten, którego wy nie znacie, który po mnie idzie, a któremu ja nie jestem godzien odwiązać rzemyka u Jego sandałów” (J 1, 26). O którym też kiedy indziej w Ainon wyznał: „Ja nie jestem Mesjaszem, ale zostałem przed Nim posłany. Ten, kto ma oblubienicę, jest oblubieńcem, a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, doznaje najwyższej radości na głos oblubieńca. Ta zaś moja radość doszła do szczytu. Potrzeba, by On wzrastał, a ja się umniejszał” (J 3, 27-30). Właśnie tak. Trzeba nam służyć Jezusowi, który jest Oblubieńcem naszym i który swą oblubieńczość najbardziej wyraża w niepojętych wprost kontaktach miłości do ludzi poprzez dar Eucharystii. Z największą więc pokorą i poświęceniem, w duchu oblubieńczej przyjaźni, z autentyczną radością służmy Jezusowi, ażeby On wzrastał w ludzkich duszach, choćby za cenę naszego umniejszania się.

Na pierwszym miejscu wymieńmy naszą posługę w duchu Janowego chrztu pokuty. Wierni nasi nie mogą przystępować do Komunii świętej niegodnie, nie zważając na to, że spożywają Ciało i Krew Pana (por. 1 Kor. 11, 7-34). W klimacie porzucania spowiedzi świętej – o jakim się słyszy w różnych krajach – obowiązek słuchania spowiedzi jawi się nam jako bardzo poważny. Zresztą Stolica Apostolska wielokrotnie na różne sposoby nam to przypomina. Z troskliwością ogromną o stan łaski uświęcającej naszych wiernych, z pilnością i obowiązkowością, wręcz z heroizmem zasiadajmy do konfesjonału, aby ułatwiać im sakramentalne nawrócenie. Miejmy tu przed oczyma nie tylko wielkich świętych kapłanów Kościoła Powszechnego w rodzaju św. Proboszcza z Ars, ale i naszych księży, którzy po kilkanaście godzin siedzieli w konfesjonale. Przed każdą Msza świętą należy więc zasiadać do konfesjonału i oczekiwać na penitentów, a gdy jest więcej kapłanów w parafii, także w czasie Mszy świętej. Gdy we wspólnocie parafialnej pracuje tylko jeden prezbiter, wyznaczajmy dni i godziny wiernym dla wyświadczania im tej posługi. Praktycznie, w soboty wieczorem należy zawsze urządzać spowiedź świętą i odprawiać pierwszą Mszę świętą już jako niedzielną.

Do Eucharystii przygotowujemy wiernych głosząc słowo Boże. Wartość Mszy świętej jest nieskończona, ale by ją oni tak odbierali, trzeba wiele dobrych kazań, katechez i homilii. Proszę też o wygłaszanie nauk na temat owocności Mszy świętej tak za żywych jak i za zmarłych. Przyczyni się to do ofiarności wiernych i przez to do właściwego rytmu życia prezbiterów. Proszę też pamiętać w stypendiach mszalnych o innych współbraciach w kapłaństwie.

Msza święta jest mysterium obecności męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, ale w to mysterium należy całą swoją postawą, zachowaniem a także słowem wciąż naszych wiernych wprowadzać. Kościół bardzo wiele uwagi poświęca funkcji mistagogicznej kapłanów. Zachowania uczestników liturgii, śpiew, słowa, odpowiedzi, postawy – stojąca, klęcząca, siedząca – należy wciąż wyjaśniać i popierać argumentacją a kierować akcją liturgiczną nie na sposób suchego wydawania komendy, ale z mistrzostwem duchowym wprowadzając w głębiny Bożych rzeczywistości.

Szczególną rolę pasterza parafii i jego współpracowników jest wychowywanie dzieci i młodzieży do pierwszych kontaktów z Chrystusem Eucharystycznym. Przygotowywanie dzieci do pierwszej i następnych Komunii świętych to wielka sprawa, której trzeba poświęcić wiele godzin nie tylko zbiorowych ale i indywidualnych, współpracując tu najściślej z rodzicami lub ich zastępcami. Przygotowanie do Pierwszej Komunii świętej tak bardzo angażuje rodziców, że niewykorzystanie atmosfery pierwszokomunijnej przez duszpasterza jest poważnym grzechem opuszczenia dobrego. Nie obawiajmy się wtedy przyjąć roli pasterza szukającego zaginionych owiec nawet przez odwiedziny domu, w którym mieszka dziecko. Przenosi się to następnie na tzw. „biały tydzień”, który należy urządzać z wielką starannością głosząc homilie eucharystyczne.

Podobnie trzeba by powiedzieć o formacji młodzieży do życia eucharystycznego w dojrzałym życiu chrześcijańskim z okazji sakramentu bierzmowania. Jest to sakrament jednorazowy w życiu, ale działanie jego mocy w postaci darów Ducha Świętego najściślej się łączy z uczestnictwem we Mszy świętej i z Komunią świętą sakramentalną i duchową. Tak więc formacja młodzieży do dojrzałości chrześcijańskiej nakłada się na wdrażanie jej głodu Eucharystii, jako chleba mocnych.

Nie może być również mowy o poważnym przygotowywaniu osób dorosłych do sakramentu małżeństwa i życia w rodzinie bez akcentów położonych na życie eucharystyczne. Prosimy ich zwykle o zaświadczenie odbytej spowiedzi przy przyjmowaniu na zapowiedzi i potem jeszcze w przeddzień samego ślubu. To tylko niektóre wyrazy troski o pełne zaangażowanie się w Ciało i Krew Pańską. Dzięki nim małżonkowie mają w duchu czystości, ofiary i miłości wzajemnej urzeczywistniać tajemnicę komunii osób – życie „dwojga w jednym ciele”. Należało by też lepiej przygotowywać nowożeńców, aby w czasie liturgii sakramentu małżeństwa, aktywnie wykonywali pewne czynności, jak czytanie lektury Pisma Świętego, modlitwę wiernych – skoro to oni sami, a w nich sam Chrystus, a nie błogosławiący ich kapłan – wykonują akt największej czci Bożej.

Nie mam też wprost słów, by zachęcić drogich księży do troski o przynoszenie Komunii świętej chorym, starszym i niepełnosprawnym. Wydaje się, że nawet odwiedzanie chorych z Komunią świętą z okazji pierwszego piątku miesiąca w dzisiejszych czasach to za mało. Chorzy i słabi bardzo potrzebują posilenia Ciałem i Krwią Chrystusa na trudną codzienność.

Kościół nie wyobraża sobie również przejścia z tego świata do wieczności bez Chleba, który daje życie wieczne i przygotowuje do oglądania Boga twarzą w twarz. Ustanowił w tym celu sakrament dla zbliżających się do śmierci, którym jest Przenajświętszy Wiatyk. Nasi wierni umierają często w szpitalach bez Wiatyku, bo Ksiądz Proboszcz nie ma dość czasu, aby swoim parafianom towarzyszyć w ich ostatniej, najważniejszej dla nich chwili.

Dotykamy w tym miejscu sprawy nadzwyczajnych szafarzy Komunii świętej. Od dwu już lat została wprowadzona ta praktyka w naszej archidiecezji i każdego roku odbywają się kursy przygotowawcze do spełnienia tej posługi. Nadzwyczajni szafarze świeccy naprawdę mogliby nosić Komunię świętą chorym i pomagać też Księdzu Proboszczowi, zwłaszcza, gdy jest sam na parafii, w rozdzielaniu Ciała Pańskiego. Rok Eucharystii jest mocnym głosem w tej materii i w ogóle apelem do wprowadzania w życie osiągnięć II Soboru Watykańskiego i II Synodu Plenarnego Polski w wymiarach liturgii.

Wielką pomoc w sprawowaniu liturgii dają grupy ministrantów, lektorów i schól dziewczęcych. Uprasza się więc duszpasterzy, żeby grupy te prowadzić oddzielnie. Nie łączmy więc razem formacji ministrantów z formacją dziewczyn śpiewających w scholi. Grupa chłopców służących przy ołtarzu wymaga wyjątkowej troski. Ministranci są szkołą powołań kapłańskich, zakonnych i misyjnych i ich formacja odbywać się winna w warunkach zbliżonych do tych, jakie mamy w Niższym Seminarium. Ministrantom i lektorom trzeba rzeczywiście poświęcić wiele czasu. Spowiedzi młodzieńczej i kierownictwu duchowemu wiele ludzi zawdzięcza duchowy kształt swojego życia i wyrobienie charakteru. Filozof (Kotarbiński) wyraził się raz, że wszystko, co w nim najlepsze, zawdzięcza spowiedzi młodzieńczej.

Pomocy w formacji ze strony kapłana wymagają też schole dziewczyn i chóry parafialne. Należy też czynić wiele starań, aby czytania mszalne wykonywali przygotowani do tego mężczyźni i kobiety. Warto i dla nich urządzać stosowne kursy.

Mówiąc o oblubieńczym przygotowaniu przez kapłanów dróg Chrystusowi w duchu św. Jana Chrzciciela, trudno się powstrzymać od słów wdzięczności a nawet wręcz podziwu dla tych współbraci, którzy wykazują tyle pomysłowości duszpasterskiej, aby przygotować dusze na spotkanie z Chrystusem Oblubieńcem. Nigdy też dosyć naszego wysiłku, aby ludzie szeroko otwierali swe serca na największy dar od Boga, którym jest sam Bóg-Człowiek, ukryty pod postaciami chleba i wina. Wszak „do końca nas umiłował”, a to się objawia najbardziej przez sakrament Eucharystii, i dlatego słowa o miłości do końca zostawił nam św. Jan Ewangelista wprowadzając swój opis uczty paschalnej przed męką i śmiercią z miłości (por. J 13, 1).

W społeczeństwie zlaicyzowanym, w jakim wypada nam żyć w naszych czasach, powiększającą się grupą stanowią tacy, którzy nie mogą korzystać z przyjmowania Komunii św. z racji na brak związku sakramentalnego i pozostawanie w okazji bliskiej do grzechu. Tym, idącym jakby z daleka za Chrystusem, należy poświęcić również wiele troski duszpasterskiej, by umieli właśnie choćby z daleka spoglądać na Chrystusa w Eucharystii, uczestnicząc we Mszy św. i nawiedzając kościoły i w ten sposób kształtować w sobie pragnienie Boga, na które kiedyś On z pewnością odpowie łaską swego miłosierdzia.

Wszystkich więc należy prowadzić do Jezusa, który przez wyniszczenie siebie w Sakramencie Miłości nas zbawia i jednoczy z Sobą.

 

  1. W świetle ikony Maryi Matki Jezusa

 

„Jeśli chcemy ponownie odkryć ścisłą więź, jaka istnieje miedzy Kościołem a Eucharystią w całym bogactwie, nie możemy zapomnieć o Maryi, Matce i Wzorze Kościoła” – czytamy w encyklice Ecclesia de Eucharistia, n. 53. Jan Paweł II wskazuje tam na głęboki związek, jaki łączy Maryję z Eucharystią i z Kościołem. Jeśli z Kościołem, to także z kapłanami.

O więzi kapłana z Maryją, z racji na sprawowanie przez niego Eucharystii, dużo trzeba by mówić. W encyklice Ecclesia de Eucharistia Jan Paweł II nazywa Maryję „Niewiastą Eucharystii” w całym swoim życiu (nr. 53). Od najdawniejszych już lat mówi się także, że kapłan jest „mężem Eucharystii”. Właśnie z tej racji, że najbardziej jest on potrzebny przy ołtarzu eucharystycznym i jako szafarz Eucharystii przez nikogo jest niezastępowalny, nazywa się go człowiekiem Eucharystii, mężem Mszy świętej, „vir Eucharistiae”.

Niezwykły też jest związek kapłana z Eucharystią, bo niezwykła jest jego więź z osobą Chrystusa, kiedy sprawuje Eucharystię. Czy nas to nie rozrzewnia ze szczęścia i święcie nie przeraża, że w czasie przeistoczenia chleba i wina nie mówimy: „to jest Ciało Jezusa Chrystusa”, „to jest kielich Krwi Jezusa”, ale „to jest Ciało moje, które za was będzie wydane”, „to jest kielich Krwi mojej (…), która za was i za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów”. Kapłan uobecnia największe dzieło zbawcze w osobie Chrystusa, „in persona Christi”. Wtedy rzeczywiście staje się drugim Chrystusem, „alter Christus”. Nie jest to jakieś zwykłe zastępstwo, ale wprost działanie jakby w przyodzianiu się osobą Chrystusa. Ofiara zaś Mszy św. nie jest jakąś pomniejszoną ofiarą w stosunku do ofiary krzyżowej i wieczernikowej Chrystusa, ale jej rzeczywistym, choć sakramentalnym uobecnieniem: „Msza zaś uobecnia ofiarę Krzyża, nie powiększa jej, niczego jej nie dodaje ani jej nie mnoży” – głosi za Soborem Trydenckim encyklika Jana Pawła II o Eucharystii (Ecclesia de Eucharistia, n. 12). Kto wysławi tę łaskę dana kapłanom, której Bóg nie dał ani aniołom ani archaniołom. Gdybyśmy ją pojęli, umarlibyśmy nie z lęku lecz z miłości – mówił św. Jan Vianney. Kto z nas zrozumie tę narzędziowość sakramentalną kapłana wobec Chrystusa, tę niezwykłą jego bliskość wobec Niego? Uczmy się tego w całej pokorze i prostocie serca, dziecięctwie duchowym i świętej śmiałości od Najświętszej Maryi Panny. To Ona stanęła najbliżej Chrystusa przyjmując w pokorze słowa zwiastowania Anioła głoszące, że Przedwieczne Słowo Boże za Jej przyzwoleniem stanie się ciałem i Bóg zbawi lud swój od grzechów ich (por. Łk 1, 35).

Maryję należy więc, jak św. Jan Apostoł, wziąć do siebie i w Jej duchu odnosić się do Najświętszego Ciała Syna Bożego. Tak jak Ona służyła Jezusowi, nosiła Go w swoim łonie, urodziła, pielęgnowała Jego Ciało, z którym unią hipostatyczną związana była Osoba Syna Bożego, tak i my, kapłani, w jakiś sposób służymy temu samemu Jezusowi w Hostii i Kielichu, które kryją w sobie osobę Chrystusa Boga i Człowieka. Jak Maryja stając pod krzyżem ofiarowała swego Syna jako Hostię przebłagalną za grzechy świata, tak i my w znakach sakramentalnych uobecniamy ofiarowanie się Chrystusa w czasie męki i śmierci na krzyżu. Gdybyśmy trzymając Hostię w czasie przeistoczenia mszalnego zamknęli oczy, i gdyby Maryja stojąc pod krzyżem Syna zamknęła oczy, moglibyśmy mówić, że znajdujemy się w takiej samej sytuacji wobec uskuteczniającego się zbawienia, jak Ona. Nie inaczej przeto, ale w duchu Najświętszej Maryi winniśmy i my przeżywać nasze odniesienia do Chrystusa obecnego na ołtarzu. Duchowość kapłana na wskroś eucharystyczna osiąga swoje szczytowe wyrazy, gdy się staje duchowością maryjną wobec Chrystusa. W sprawowaniu Eucharystii sprawdza się najbardziej wyrażenie „sacerdos alter Christus” i dlatego też i w jego odniesieniach eucharystycznych najbardziej winno weryfikować się i to drugie wyrażenie: „sacerdos alter Maria”.

Od Maryi powinniśmy się najpierw uczyć wewnętrznych odniesień do postaci eucharystycznych. Winny one być pełne delikatności i kultury, tkliwe, serdeczne, pełne czci i niezwykłego szacunku. Nie wyobrażamy sobie Maryi, żeby nosząc i pielęgnując Jezusa, odnosiła się do Niego jak do czegoś i obojętnie, jak do jakiegoś ciężaru, kogoś, zabierającego Jej swobodę ruchów, dziecka uciążliwego, płaczącego człowieczka. Kapłani przeżywają swoje funkcje eucharystyczne też z największą czcią, tkliwością i pobożnością. Hostia święta, którą podnoszą, łamią, kładą na ołtarzu, podają do ust wiernym, to nie coś, jakiś opłatek, tajemnicza tylko jakaś rzeczywistość, ale Ktoś, żywy, umiłowany nade wszystko Bóg, mój Jezus. Drzwiczki od tabernakulum otwieramy i zamykamy z godnością, puszkę z Najświętszym Sakramentem i monstrancję bierzemy serdeczną dłonią, niesiemy ze czcią, kładziemy na ołtarzu z szacunkiem. Z modlitewną czcią zbieramy najmniejsze nawet święte okruszyny na patenie i rzetelnie robimy puryfikację kielicha i puszek. Nasze zewnętrzne gesty, przyklęknięcia, spojrzenia, dotyki, choć nie odnoszą się w sposób materialny do człowieczeństwa czy bóstwa Jezusowego, ale do postaci kryjących to człowieczeństwo i bóstwo – odnoszą się przecież do osoby Boga i Człowieka, który pod postaciami chleba i wina jest obecny naprawdę, rzeczywiście a nie symbolicznie, substancjalnie. Staramy się więc zachować wtedy możliwie największe skupienie, delikatność. intymność przeżycia, największy z możliwych do osiągnięcia szacunek.

Maryja mieszkała z Jezusem w Nazarecie przez 30 lat. Wykonywała wobec Niego najbardziej prozaiczne czynności. Dla Niego żyła i pracowała. Jak napisze św. Łukasz, to wszystko wiązało się u Niej z wiernym chowaniem w sercu tego wszystkiego, co wiązało się ze wzrastaniem Synka w latach, w mądrości i w łasce u Boga i u ludzi (por. Łk 2, 51n). Kapłanowi dane jest też mieszkać z Chrystusem, bo przecież w pobliżu świątyni lub niekiedy pod tym samym dachem. Nie wolno mu tego nie dostrzegać, do tego się bezdusznie przyzwyczajać i żyć po świecku, bez głębszej zażyłości z Boskim Mistrzem. Jak Apostołowie ciągle przebywali z Jezusem, tak i on prowadzi żywe kontakty z Panem. Nie tylko czuwa nad tym, by nigdy nie zgasła wieczna lampka na znak rzeczywistej obecności Boga-Człowieka, ale przebywa chętnie w świetle tej lampki. Jego czas nie powinien upływać bez nawiedzeń Najświętszego Sakramentu, bez ufnych spojrzeń na drzwiczki tabernakulum, bez intymnych rozmów z Boskim Mistrzem. W ciągu dnia a nawet w głuche wieczory i noce jego modlitwa staje się błagalnym krzykiem o miłosierdzie Boże dla jego parafian. Mieszkają – udzielając się sobie i komunikując nawzajem – osoby. Są tylko obecne obok siebie przedmioty i rzeczy. Rutyna wobec Eucharystii wysusza życie duchowe kapłanów, a nawet może ich prowadzić do występków i zdrad. Gdy serce nie zajęte miłością Chrystusa, łatwo w nie wchodzi jakiś człowiek, kobieta, pieniądz, własne super ego. Jezus spożył Ostatnią Wieczerzę w uczniami, ale nie chciał, by ona była ostatnią dla nich. Dlatego jej tajemnicę uwiecznił aż do skończenia świata i zadał ją niejako swoim uczniom. Kapłani wszystkich czasów przygotowują więc umiłowanemu Mistrzowi wieczerzę, w czasie której, jak Jan kładą głowę na Jego sercu. Eucharystia jest źródłem najgłębszych przeżyć religijnych a nawet mistycznych kapłanów.

Kapłan to nade wszystko ofiarnik. Codziennie, a czasem więcej razy w ciągu dnia, składa bezkrwawą ofiarę a właściwie to Chrystus ją składa za jego pośrednictwem. Wszyscy wierni oddają wtedy siebie w ofierze na ofiarę czystą, świętą i nieskalaną, ale miejsce kapłana w tej ofierze osiąga wyjątkowość. Wynika ona najpierw z bliskości materialnej wobec misterium męki i śmierci Chrystusa. One się dzieją tuż przed jego oczyma, w jego dłoniach, za pośrednictwem słów wyartykułowanych jego głosem. Dokonuje się oddzielnie przeistoczenie chleba w ciało Chrystusa za nas wydane, a oddzielnie przeistoczenie wina w krew Chrystusa za nas przelaną. W ten sposób kapłan jest „sprawcą” sakramentalnej śmierci Chrystusa. On też zawsze przyjmuje Komunię świętą pod obiema postaciami a więc w pełni znaku, przejmując na siebie tę sakramentalną rzeczywistość ofiary krwawej Jezusa. Nie może więc być tu innej interpretacji. Kapłan konsekwentnie w szczególny sposób powinien wchodzić w ofiarę krzyżową Chrystusa i przedłużać ją w swoim ciele i w swojej krwi. „A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa, ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami” (Ga 5, 4). Czystość kapłańska wynikająca z przyjęcia zobowiązań celibatu w czasie święceń diakonatu znajduje tu ciągłe swoje potwierdzenie i umocnienie. Białe męczeństwo celibatariuszy to nie wydumane dla pięknoduchów słowo, ale rzeczywistość trudna, mająca swe zakotwiczenie w krzyżu Chrystusa za pośrednictwem każdej Mszy świętej, którą kapłan sprawuje. Oczywiście, nie można sprowadzić wejścia kapłana w ofiarę krzyżową Chrystusa jedynie do dziedziny umierania w dziedzinie seksualności. Dotyka ona wszystkich dziedzin jego życia: opanowania nadmiernych pożądań posiadania rzeczy materialnych, umiarkowania w dążeniach do sukcesów i sławy, pokonania niezdrowych przejawów ambicjonalności, opanowania nerwów i agresywności, szukania we wszystkim swojego własnego „ja”. Wiąże się też z umiarkowaniem w dziedzinie mowy, jedzenia i picia i wszystkich innych sfer życia, objętych przedmiotem kardynalnej cnoty umiarkowania, a także roztropności, sprawiedliwości i męstwa. W tym trwaniu pod krzyżem Chrystusa, rozpoczynającym się każdego dnia na nowo w czasie Mszy świętej, kapłan znajduje niezwykły wzór w Maryi stojącej pod krzyżem Syna i współumierającej z Nim, stosownie do słów proroctwa Symeona (por. Łk 2, 35).

Stanie Maryi pod krzyżem miało jednak swój wymiar soteryjny. Maryja jako pierwsza czerpała z zasług zbawczej śmierci Chrystusa. Pierwsza z odkupionych, doznała łaski Niepokalanego Poczęcia, potem wyniesienia do chwały w niebie przy doskonałym pokonaniu śmierci. Stojąc pod krzyżem Syna, stała się szczytem ludzkości przyjmującej zbawienie. Kapłan, stojący tak blisko ofiary zbawczej Chrystusa, może się również poczuwać do możliwości i przywileju szczególnego czerpania z zasług tej zbawczej ofiary. Stąd nie można praktykować świętości, która by nie była zakorzeniona w życiu eucharystycznym. Nic też tak bardzo nie dopinguje księdza do wysokiego stopnia moralności, jak odprawianie Mszy świętej, przyjmowanie Komunii i bliskość Eucharystii. Stąd święci kapłani, to ludzie zawsze wielkiej pobożności eucharystycznej. „Ten kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie” (J 6, 57). W ogóle kapłan znajduje się – mówiąc obrazowo – najbliżej miejsca udzielającej się świętości Boga ludziom. Odnosi się to do wszystkich funkcji kapłańskich, bo chociaż nigdzie tak, jak w czasie sprawowania Eucharystii jego łączność z Chrystusem-Kapłanem, nie przybiera tak wielkiego natężenia, to przecież zasadniczo jako głosiciel słowa Bożego, jak i pasterz ludu Bożego w imieniu Chrystusa Dobrego Pasterza, osiąga duży stopień narzędziowości wobec świętości Chrystusa, dynamicznie promieniującej na ludzkość mocą Ducha Świętego. Sprawowanie Eucharystii przez kapłana jest więc dla niego zasadniczym motywem starania się o świętość moralną. Nie dopuszcza ona stanu grzechu śmiertelnego, tym bardziej uzależnienia od takich czy innych zniewoleń, które nie omijają duszpasterzy. Dlatego kapłan odprawiający Eucharystię winien regularnie, co dwa tygodnie, korzystać z sakramentu pokuty i wymagającego kierownictwa duchowego. Sancta sancte tractanda – to co tak święte, trzeba traktować w świętości.

Kontemplując wciąż obraz Maryi stojącej pod krzyżem Syna jako swoistego rodzaju „ikony” kapłana celebrującego Eucharystię, nie można nie zauważyć rodzącego się wtedy i kształtującego wciąż Kościoła. Kapłan jest pierwszym sługą Kościoła. Cała jego święta władza jest uczestnictwem w służebnej funkcji Kościoła. W czasie sprawowania Eucharystii staje on tam w charakterze sługi Kościoła. Choć składa ją Bogu wszechmogącemu „w osobie Chrystusa”, in „persona Christi”, składa ją zawsze w imieniu Kościoła. To Kościół wsparty na ramieniu Chrystusa, swego Oblubieńca, odważa się stanąć w obliczu niepojętego Majestatu Bożego. Kapłan utożsamia się więc z Kościołem i na mocy jego autorytetu składa ofiarę: największą modlitwę uwielbienia, dziękczynienia, przebłagania i prośby. W konsekwencji tego kapłan nie może tego czynić we własnym imieniu, jakby na własną rękę, według sobie danego charyzmatu. Prawdę mówiąc, Kościół po II Soborze Watykańskim zostawił więcej miejsca na „indywidualność” celebransa niż to było dawniej, niemniej jednak nie wolno nam w żadnym wypadku zawłaszczyć sobie tę przeświętą funkcję eucharystyczną. Kościół hierarchiczny sprawując funkcję uświęcania pilnie strzeże swego przywileju i obowiązku, by określać kształt i formy liturgii eucharystycznej. Ściśle też kontroluje zachowanie się kapłana w czasie celebry, formułuje rubryki, układa modlitwy, wyznacza czytania biblijne, proponuje pieśni. Czy niewolnictwo rubrytystyczne? W żadnym wypadku. Ale Msza święta jest tak ogromnym skarbem Kościoła i ludzkości, że należy wszystko uczynić, aby była odprawiana według ducha Bożego, prostoty ewangelicznej i przy najświętszej pilności i czujności ze strony Urzędu Piotrowego. Duchowość kapłańska zresztą w istocie swej jest duchowością radykalnego posłuszeństwa Kościołowi i tym samym duchowością obserwancji poprawności liturgicznej. Ostatnie dokumenty na temat Kościoła i inne wypowiedzi Jana Pawła II z gorącą atencją podchodzą do przestrzegania przepisów odnośnie sprawowania liturgii eucharystycznej. Zalecają więc studiowanie tych przepisów, kontrolowanie własnych gestów, słów i sposobów zachowania się w czasie liturgii. Kładą też akcent na zachowanie ciągłości tradycji i zauważanie nowych formuł. Nie może więc być miejsca na „radosną twórczość liturgiczną” kapłanów, choć trzeba przy tym brać pod uwagę wszystkie pozwolenia na adaptację liturgii w zależności od jej charakteru i potrzeby duchowej jej uczestników. Rok Eucharystii ma być więc pilnym studiowaniem, z jednej strony, tego, co jest swoistego rodzaju kanonem w czasie Mszy świętej, jak też z drugiej strony, możliwości, jakie nam daje Kościół dzisiejszych czasów. Kierując się w tym liście do umiłowanych braci w kapłaństwie Kościoła częstochowskiego, zwracam uwagę na piękne nasze tradycje, których strzegł nasz drogiej pamięci kanonista, biskup Tadeusz Szwagrzyk i profesor śpiewu, ks. Władysław Konieczka. Bądźmy wierni tej szkole.

W encyklice Ecclesia de Eucharistia Ojciec Święty stwierdza, że w celebracji eucharystycznej wraz z pamiątką śmierci Chrystusa, w pewien sposób otrzymujemy zawsze dar Maryi, która została nam dana w osobie ucznia Jezusowego Jana („Oto Matka Twoja” J 19, 27). „Przeżywanie w Eucharystii pamiątki śmierci Chrystusa zakłada także nieustanne przyjmowanie tego daru. Oznacza to, że na wzór Jana – przyjmujemy do siebie Tę, która za każdym razem jest nam dawana za Matkę. Znaczy jednocześnie podjęcie zadania upodobnienia się do Chrystusa w szkole Matki i zgodę na to, aby nam Ona towarzyszyła. Z Kościołem i jako Matka Kościoła, Maryja, jest obecna w każdej naszej celebracji eucharystycznej” (EdE, 57). Uczeń wziął Matkę do siebie (por. J 19, 27).

Bierzemy Maryję Matkę do siebie nie tylko jako Tę, która nas wspomaga i nam towarzyszy, ale jako wielkie dla nas zadanie w wyrażaniu ojcostwa a nawet macierzyństwa duchowego w Kościele. Duchowość stąd wynikająca jest bardzo konkretna. To nie tylko nasz różaniec, nasz Anioł Pański, litanie i zawierzenia – to nade wszystko przejmowanie się na co dzień rysem macierzyńskości Kościoła. Ci, którzy tak blisko stoją tajemnicy Golgoty i którzy tak często karmią się Chlebem z nieba przy stole Ostatniej Wieczerzy – uczty miłości, winni stawać się dobrzy jak chleb dla drugich. Duchowość eucharystyczna maryjna, otwiera serce dla drugich i objawia się pasją czynienia dobrze, organizowaniem pomocy dla ubogich i potrzebujących, dużą aktywnością społeczną, okazywaniem miłosierdzia drugim, posługą miłości wobec ubogich, chorych i upośledzonych.

Także w apostolstwie odważnym, pokornym i pełnym optymizmu w trudnych warunkach współczesności. Nasyceni „tłustością pszenicy” – chlebem Eucharystycznym i napojem wybornym – Krwią Chrystusa ufnie idziemy do świata gubiącego się w materializmie i beznadziei. Idziemy z optymizmem wiary, niosąc nadzieję życia wiecznego. „Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6, 58). Nikt tak jak kapłan nie stoi blisko ołtarza, gdzie się sprawuje misterium męki i śmierci Pana a zarazem misterium zmartwychwstania. Kapłan staje się więc wciąż na nowo świadkiem Chrystusa Zmartwychwstałego. W czasie każdej Eucharystii przychodzi przecież do swoich uczniów Chrystus zmartwychwstały. Tak było w Wieczerniku na Syjonie i tak jest w naszych wieczernikach. Przychodzi zawsze z poleceniem dla nas odpuszczania grzechów lub ich zatrzymania, z posłaniem nas na krańce świata z Ewangelią i z prośbą, abyśmy byli wszędzie Jego świadkami. Chodzi o dawanie świadectwa, że On, ukrzyżowany dla nas z miłości żyje i daje Ducha Świętego. Mężowie Eucharystii ciągle przejmują się radością Zmartwychwstania i niosą tę radość innym. Maryja „Niewiasta Eucharystii” im w tym pomaga. Bądźmy więc szczęśliwi i radośni my, sprawujący Eucharystię, Odchodząc z boskiej uczty, napojeni boskim winem, które rozwesela serce człowieka, nieśmy radość innym. Niech zatem nasze posługiwanie Eucharystii będzie pełne wiary i ducha optymizmu. Na te cechy duchowości kapłańskiej oczekuje smutny dzisiejszy świat.

 

III. Pod opieką Świętego Józefa

 

Jeszcze pod patronat trzeciej osoby oddajmy się w Roku Eucharystii, drodzy bracia w kapłaństwie. Niech nią będzie św. Józef, opiekun Jezusa i oblubieniec Najświętszej Dziewicy. Ten, który był ojcem-nie-ojcem Jezusa, mężem-nie-mężem Maryi, jest doskonałym wzorem kapłanów-mężczyzn, konsekrujących Bogu swoją męskość w dziewiczej czystości i poświęcających w oblubieńczej miłości wszystkie swe siły Oblubienicy, Kościołowi świętemu.

Między Józefem a Bogiem Ojcem dokonywały się przedziwne kontakty. Bóg w czasie tajemnych snów za pośrednictwem swego anioła dawał mu dyspozycje dotyczące losu Jezusa. Najpierw uczynił to w stosunku do Maryi, która nie za jego sprawą, ale Ducha Świętego poczęła Boże Dziecię (por. Mt 1, 18-25). Potem przekazy Boże dotyczyły już małego Jezusa, aby Go osłaniał przed złością Heroda, najpierw w Betlejem, potem w Egipcie i wreszcie już na ziemi Izraela (por. Mt 2, 13-15. 19-23). Józef był także troskliwym opiekunem Jezusa również w czasach Jego młodości, ucząc Go pracy i innych obowiązków, do tego stopnia, że Jezus był uważany za syna rzemieślnika „syna Józefa” (por. Mt 13, 55). Józef też przygotował dom dla Jezusa i Maryi (por. Mt 1, 24). Niech nam, kapłanom, Józef posłuży więc jako wzór opieki nad Jezusem, obecnym rzeczywiście pod postaciami chleba i wina w naszych świątyniach, na naszych ołtarzach, w tabernakulum.

Eucharystia to najdalej idący wyraz kenozy czyli wyniszczenia się Syna Bożego. „Jezus Chrystus istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci i to śmierci krzyżowej” (Flp 2, 5-8). Eucharystia wyraża tę kenozę Syna Bożego w Jezusie Chrystusie aż do ostatecznych granic. Ten bowiem, który jest na równi z Bogiem nie tylko wyniszcza w Najświętszym Sakramencie swoje bóstwo, ale również i człowieczeństwo. Św. Józef był opiekunem Jezusa w tajemnicy Jego słabości, wyrażającej się przez Wcielenie, kapłani Nowego Testamentu są opiekunami Jezusa jeszcze w pełniej wyrażającej się Jego słabości w Eucharystii, kiedy On ukrywa nie tylko swoje bóstwo, ale i człowieczeństwo. Jest obecny wśród nas na sposób rzeczy, owszem, pod postacią chleba i wina, których racją istnienia jest być spożytym przez ludzi. Upadamy na twarze przed tak wielkim przejawem kenozy, wyniszczenia i słabości. Jezus Eucharystyczny oddany jest w ręce kapłanów, uzależnia się od ich pomysłowości, zaradności, pokory, gorliwości, pobożności i tych wszystkich postaw, które można by nazwać „ojcostwem opiekuńczym”. A jak to wygląda w praktyce życia kapłańskiego?

Kapłanom, zwłaszcza proboszczom, oddana jest troska o domy Boże, wieczerniki eucharystyczne, kościoły, kaplice, tymczasowe miejsca sprawowania Eucharystii. „Gorliwość o dom Twój, pożera ,mnie” (Ps 69 10). Takimi słowami wyrażać się powinna postawa księdza proboszcza, który w najpełniejszy sposób uczestniczy w ojcostwie duchowym biskupa diecezjalnego w trosce o kościoły i miejsca sprawowania kultu eucharystycznego.

Ksiądz Proboszcz najpierw dosłownie, jak święty Józef, ma się postarać o dom dla Jezusa, uobecniającego się w tajemnicy paschalnej dla zbawienia ludzi i przebywającego z nimi jako Emmanuel, Bóg z nami. Zorganizowanie dostatecznej ilości punktów celebracji eucharystycznej staje się wielkim zadaniem duszpasterzy. W czasach przyśpieszonej laicyzacji nasi wierni coraz częściej będą dyspensować się od obowiązku uczestnictwa w Eucharystii niedzielnej i świątecznej, jeśli nie będą mieli dostatecznie blisko do miejsca sprawowania Eucharystii i wspólnotowej modlitwy. Za tym pójdzie coraz większe zlaicyzowanie i zagubienie religijne. Św. Proboszcz z Ars miał mówić, że gdy braknie kapłanów, ludzie będą żyli na sposób dzikich zwierząt. Odnosi się to również do sytuacji braku kaplic eucharystycznych w pobliżu. Wszystko trzeba więc czynić, by, mimo nawet zubożenia społeczeństwa, było dużo punktów eucharystycznych. Lepiej niech ksiądz do wiernych dojeżdża, niż zmuszać ich, by pokonywali duży dystans do kościołów, bo w takich wypadkach będą się absentowali na Eucharystii. W dzisiejszych czasach nie jest znowu tak trudno zorganizować tymczasową kaplicę eucharystyczną, zakupując dom, wynajmując porzuconą szkołę, czy nawet wznosząc skromną kaplicę-barak.

Błogosławię trud kapłanów, którzy wznosili i wciąż wznoszą nowe kościoły. W dzisiejszych czasach, kiedy można łatwiej dostać dobre materiały budowlane, trzeba też zwrócić uwagę na ich budowanie zgodnie z wymaganiami współczesnej architektury i sztuki kościelnej. Równocześnie trzeba budować praktycznie i niezbyt drogo, na miarę nowych czasów.

Należy też bardzo pilnować bezpieczeństwa kościołów. Nasze czasy niosą w sobie duże zagrożenie dla cennych obrazów, urządzeń, przedmiotów i naczyń, z powodu niespotykanego dawniej ducha wandalizmu, złodziejstwa a nawet grasującego satanizmu. Z pilną starannością trzeba też bronić wyposażenia naszych kościołów, owszem nawet samej już struktury budynków. Nie może to jednak doprowadzać do tego, żeby nasze katolickie świątynie były wiecznie zamknięte. Kościoły trzeba tak zabezpieczyć, aby mogły być otwarte do nawiedzeń eucharystycznych, jeśli nie przez cały dzień w jakichś wyjątkowo bogatych, gdy chodzi o zabytki, świątyniach, to przynajmniej codziennie przez kilka godzin. Nawet przy zamkniętym kościele można umożliwić nawiedzanie Najświętszego Sakramentu z kruchty lub zabezpieczonej kratą części kościoła.

Troska o dom Boży, to wielka troska o „domek Pana Jezusa” – o tabernakulum. Winno ono być zawsze kasą pancerną i mocno umocowane. Może trzeba się postarać w tym Roku Eucharystii o odnowienie tego „domku Pana Jezusa”, zakupienie nowego, gdy jest taka potrzeba. Czasem, gdy jest już wytarty i zszarzały, może trzeba będzie okryć go pięknym konopeum, różnego koloru, w miarę roku liturgicznego. Przed Najświętszym Sakramentem powinna płonąć wieczna lampka. Proboszcz jest stróżem ofiary światła dla Pana, ono nie powinno nigdy zgasnąć. Tabernakulum powinno się oświetlać światłem punktowym, żeby z daleka przyciągało oczy nawiedzających.

Szczególnym miejscem domu Bożego jest stół ofiarny. To rzeczywiście najświętsze miejsce w kościele, stół Ostatniej Wieczerzy, Golgota, Krzyż, Grób Pański, jako miejsce Zmartwychwstania – znak samego Jezusa. Opiekuńcza troska o dom Jezusa to troska o wielki ołtarz. Wszystko należy czynić, żeby było widać, że ołtarz to jest święte świętych. Ołtarz, zwany soborowym, nie może służyć niczym schowek na księgi i elektronikę. Trzeba powoli usuwać te tymczasowe ołtarze soborowe, sporządzone naprędce, z materiału nietrwałego, często brzydkie w wyglądzie, banalne, ozdobione wątpliwej jakości liternictwem. Czas na urządzanie ołtarzy soborowych stałych, które trzeba uroczyście poświęcić i konsekrować. Ambonki przy ołtarzu też powinny mieć charakter trwały. Nie usuwać jednak dawnych ambon, których powinno się co pewien czas używać. Ołtarz należałoby odpowiednio oświetlić. Z wielką troską powinno się dbać o bieliznę kielichową i czystość obrazów ołtarzowych. Trzeba też pięknie, bez przesady ozdabiać ołtarze i dawne nastawy ołtarzowe.

Zadbać o naczynia liturgiczne, kielichy, cyboria, monstrancje, kustodia, tron wystawienia. Wiele z nich należałoby już ozłocić. Z ołtarzem łączy się też troska o szaty liturgiczne, ornaty, alby, tuwalnie. Zadbać by trzeba było o należyty strój służby liturgicznej, sporządzić alby lektorom, komeżki i kapturki dla ministrantów. Z procesją eucharystyczną łączy się piękno feretronów, chorągwi, sztandarów, krzyży procesyjnych, baldachim, umbrellę. W wielu przypadkach trzeba je odnowić z poczuciem artyzmu. Zwrócić uwagę także na estetykę ksiąg liturgicznych, kadzielnicy i łódki.

Dom Józefa w Nazarecie, w którym Jezus przebywał aż do 30 roku, a który obecnie zwiedzamy, był bardzo ubogi, pozostający w proporcji do swoich czasów, ale z pewnością schludny i czysty. Niech i nasze kościoły będą dobrze wyposażone, choć z pewnością trzeba się liczyć z sytuacją społeczną dzisiejszych czasów. Piękny dom Boży przyciąga wiernych i ułatwia im wypełnianie obowiązku przestrzegania przykazania kościelnego o uczestnictwie we Mszy świętej.

 

Zakończenie

 

Drodzy Bracia w Chrystusowym kapłaństwie.

Piszę ten długi list w poczuciu, że bardzo niewiele przypomniałem i nie dość gorąco poruszyłem serca do celebracji, adoracji i kontemplacji Sakramentu miłości Boga do końca, największego daru, jaki Bóg dal ludziom. Już w kilku listach do wiernych poruszyłem temat Eucharystii. W ciągu tego roku będzie ich jeszcze więcej. Polecam lekturę tekstów Stolicy Świętej na ten temat, zwłaszcza encyklikę Ecclesia de Eucharistia, list apostolski Mane nobiscum Domine, listy Jana Pawła II na Wielki Czwartek każdego roku, zwłaszcza z roku 1980, dokument Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów „Rok Eucharystii” zawierający sugestie i propozycje na ten rok i na potem. Ten ostatni dokument zawiera bardzo dużo przypomnień, wskazań i propozycji. Trzeba koniecznie się z nim zapoznać. Należy też zapoznać się i wcielać w życie Wskazania Episkopatu Polski po ogłoszeniu nowego wydania Ogólnego wprowadzenia do Mszału Rzymskiego, obowiązującego w Polsce od dnia 25 lutego 2004 roku. Powstaje też bogata literatura wokół tych dokumentów. Warto ją zgłębiać w tym celu, żeby jeszcze bardziej umiłować ten niepojęty w swej świętości i wielkości Sakrament.

Godne sprawowanie Eucharystii to sprawa naszego zbawienia. W zakrystiach dawnych kościołów czytaliśmy napisy:

„Jak Ty Mnie będziesz traktował w czasie Mszy świętej,

tak ja cię potraktuje w dniu sądu”.

Oczywiście, za mali i za biedni jesteśmy, żeby Najświętszą Eucharystię święcie sprawować, ale wszystko winniśmy czynić co potrafimy, aby jak najgodniej się do Niej zbliżać. Liczymy w tym na miłosierną opiekę Miłosiernej Matki Bożej, Niewiasty Eucharystii. Niech Ona kapłanów swojej diecezji ma w miłosiernej opiece.

 

 

SŁOWO ARCYBISKUPA METROPOLITY CZĘSTOCHOWSKIEGO
DO KAPŁANÓW NA POPIELEC 2007 ROKU

 

 

Umiłowani Bracia w kapłaństwie,

Zwracam się do Was tym słowem na Popielec 2007 roku, sam świadom własnej nędzy i proszę o modlitwę.

Pełen wymowy to dzień, którym rozpoczynamy, idąc wzorem Chrystusa, czterdziestodniowy post i przygotowujemy się do zmartwychwstania Chrystusa, a przez Niego, z Nim i w Nim do naszego zmartwychwstania. Na nasze głowy przyjmujemy popiół. Przyjmujemy też z pokorą słowa: „Pamiętaj, że jesteś prochem i w proch się obrócisz” lub „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”. My kapłani przyjmujemy popiół jako pierwsi ze wspólnoty liturgicznej wiernych. Gdy nie ma drugiego kapłana w zgromadzeniu liturgicznym, sami sobie w milczeniu nakładamy na głowę popiół; wtedy głos wewnętrzny mówi nam te same słowa, które my będziemy wypowiadali do wiernych.

W tym roku Popielec w całej Polsce ma jedyny w swoim rodzaju charakter. Jest, z woli Konferencji Episkopatu Polski, dniem, w którym biskupi i kapłani całej Polski wyrażą wolę oczyszczenia pamięci historycznej z okresu PRL-u, Chcemy to i my uczynić w duchu pokory i sercem skruszonym. Ojciec Święty Benedykt XVI mówił do nas w Warszawie: „Trzeba uczyć się szczerze przeżywać chrześcijańską pokutę. Praktykując ją, wyznajemy własne indywidualne grzechy w łączności z innymi, wobec nich i wobec Boga. Trzeba unikać aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach. Potrzeba pokornej szczerości, by nie negować grzechów przeszłości, ale też nie rzucać lekkomyślnie oskarżeń bez rzeczywistych dowodów, nie biorąc pod uwagę różnych ówczesnych uwarunkowań. Ponadto wyznaniu grzechu – confessio peccati, aby użyć określenia słów św. Augustyna, winno zawsze towarzyszyć też confessio laudis – wyznanie chwały. Prosząc o przebaczenie zła popełnionego w przeszłości, powinniśmy również pamiętać o dobru, które spełniło się z pomocą łaski Bożej, która choć złożona w glinianych naczyniach, przynosiła błogosławione owoce” (Przemówienie z 25 maja 2005 r.).

Kościół częstochowski, wraz z innymi Kościołami partykularnymi Polski, przystąpił już do tzw. w języku świeckim „lustracji”, a w naszym języku wiary do odważnego i pokornego badania grzechów i win wynikających ze współpracy części duchowieństwa z służbami bezpieczeństwa w latach reżimu komunistycznego. Powstała dla dwóch diecezji: częstochowskiej i sosnowieckiej Kościelna Komisja Historyczna. Tworzą ją dwaj księża historycy: jeden z archidiecezji częstochowskiej i jeden z diecezji sosnowieckiej oraz przewodniczący biskup Jan Wątroba, pod okiem którego Komisja będzie badać problem inwigilacji środowiska duchowieństwa dawnej diecezji częstochowskiej przez SB. Nie będzie ona podawać do publicznej wiadomości nazwisk osób, których teczki IPN wskazują na podjęcie współpracy z służbami bezpieczeństwa. Jej zadaniem będzie natomiast ukazanie zmagań księży obecnej Archidiecezji Częstochowskiej i Diecezji Sosnowieckiej w latach totalitaryzmu komunistycznego w Polsce (1944-1989) i na tym tle podjęcie dzieła badania dokumentów dotyczących ewentualnej współpracy ze służbami bezpieczeństwa oraz merytorycznej ich oceny. Zasoby archiwalne, będące przedmiotem badań Komisji, zasadniczo znajdują się w oddziałach IPN w Katowicach i Łodzi.

Członkowie Komisji Historycznej będą się kierować słowami Benedykta XVI, który wskazał na kontekst grzechu, ale również chwały, w jakim księża okresu PRL-owskiego żyli i pracowali. Gdy chodzi o naszą diecezję, nie brak wspaniałych przykładów niezwykłej odwagi księży, którzy oparli się namowom funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa do współpracy. Warto tu wspomnieć o niezwykłej odwadze i mocy w walce z reżimem świętej pamięci księdza biskupa Franciszka Musiela. Proszę księży, którzy odmówili współpracy z SB mimo gróźb, różnych szykan i prześladowań, by to wszystko opisali, aby obraz pracy Komisji Historycznej był pełny i prawdziwie oddawał heroizm naszych księży.

Na tle jednak tak pozytywnym, bólem dla Kościoła stają się postawy tych naszych Braci, którzy dla zysku lub przesadnego lęku o swój honor czy prestiż ulegali namowom funkcjonariuszy służb specjalnych, by szkodzić Kościołowi, Ojczyźnie a może nawet konkretnym osobom.

Apeluję, podobnie jak czynią to pasterze innych diecezji, by księża, którzy mają jakiekolwiek zaszłości w sprawie swojej współpracy ze służbami specjalnymi PRL, zgłosili się do swojego biskupa, w tym przypadku do mnie, do końca miesiąca marca 2007 roku, aby można było w niedalekiej przyszłości rozpocząć badania i wdrożyć postępowanie wyjaśniające. Uważam, że czas Wielkiego Postu nadaje się do takich aktów pokory, skruchy, i wyrażenia chęci przyjęcia jakiejś pokuty za czyny przeciwne Bogu, który jest Prawdą i Miłością. W konkrecie mówiąc, trzeba, żeby wszyscy, którzy byli kapłanami, bądź jeszcze alumnami w Seminarium w latach 1944-1989, zbadali dogłębnie własne sumienie pod kątem współpracy ze służbami specjalnymi PRL. Oczywiście, przede wszystkim chodzi o tych księży, którzy mają świadomość, że istnieją dowody ich angażowania się we współpracę z SB. Mam na myśli tych, którzy czynili zobowiązania wobec tych służb na piśmie, składali własnoręczne raporty, dawali pokwitowanie za otrzymywane pieniądze lub jakieś podarunki. Ale nie tylko. Proszę o zgłoszenie się tych, którzy za darmo donosili, albo nie mieli odwagi wycofać się ze zobowiązań, ulegli szantażowi, bo mieli na sumieniu osobiste upadki i bali się kompromitacji. Są różne stopnie zaangażowania we współpracę z SB i te trzeba z naszej strony zbadać. Zdaję sobie sprawę, że byli księża, którzy pokalali się działając w dobrej wierze na rzecz parafii, np. przy budowie kościołów czy nawet z chęci działań charytatywnych przynależąc do nielegalnego z punktu widzenia Kościoła Zrzeszenia Katolików „Caritas”. Bóg jest jedynie sprawiedliwym sędzią i On tylko wie, co jest w człowieku. Niemniej jednak każdy grzech ma również zawsze wymiar społeczny. Niektóre grzechy są wprost przeciw Kościołowi, człowiekowi, wspólnocie, Ojczyźnie. Trzeba je wyznać przed Kościołem. Znakiem Kościoła, syntezą Kościoła jest biskup. Dlatego wyznajemy je przed biskupem. Nie trzeba chyba dodawać, że będę wszystko zachowywać w największej dyskrecji.

„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” – powiedział Pan Jezus (J 8, 32). Oczywiście, prawdę rozumiemy i poznajemy w miłości. Obiecuję Wam, umiłowani Bracia, że wszystko co czynimy teraz w Kościele, jest działaniem w miłości, i wszystko jest po to, żeby pomóc. Pomóc najpierw Kościołowi, który jest tak obecnie ze wszystkich stron atakowany, ale także pomóc każdemu z tych, którzy się choćby trochę może, ale jednak skalali jakąś formą zdrady. Przecież było tyle ostrzeżeń ze strony Kościoła, aby trzymać się mocno i za żadną cenę nie paktować ze złem.

Kościół kapłański pragnie się oczyścić. Chce wyznać swój grzech i podjąć pokutę. Ci, którzy głęboko zabrnęli we współpracę z SB, będą musieli przyjąć większą pokutę, ci, którzy trochę się „uwikłali” niech przyjmą mniejszą pokutę. Wszyscy jednak, całe prezbiterium, podejmujemy prawdziwą pokutę, Nawet młodsi kapłani niech ją podejmą jako ekspiację za grzechy tych, którzy już odeszli. Ten Wielki Post da nam okazję odprawiania wielu nabożeństw pokutnych, dróg Męki Pańskiej. Wstępem niech będzie droga pokutna w Środę Popielcową z kościoła świętego Zygmunta, króla pokutnika, do archikatedry, gdzie potem przyjmiemy na głowę popiół. Kto nie ma u siebie w tym czasie nabożeństwa pokutnego, niech do nas dołączy.

Umiłowani Księża,

„Rozdzierajcie wasze serca a nie szaty! Nawróćcie się do Pana, Boga waszego”. „Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą kapłani, słudzy Pana! Niech mówią «Przepuść, Panie, przepuść, ludowi Twojemu»”.

Z całego serca życzę Wam, Drodzy Bracia, świętego postu i błogosławię na Wasz kapłański trud, polecając Was Niepokalanej Ucieczce grzeszników.

 

+ Stanisław Nowak

Arcybiskup Metropolita Częstochowski

 

Częstochowa, dnia 14 lutego 2007 roku.