PONTYFIKAT BISKUPA TEODORA KUBINY 1925-1951

Bp T. KUBINA, LIST PASTERSKI NA X-LECIE DIECEZJI, „Wiadomości diecezjalne” 11 (1936) nr 1, s. 2-3.

 

Przede wszystkiem został usunięty brak duchowieństwa, któryśmy dziesięć lat temu tak dotkliwie odczuwali. Na blisko miljon dusz Diecezja wówczas miała tylko 260 księży; dziś liczba ich wzrosła do 350; wzrosła także liczba księży w zgromadzeniach zakonnych, pracujących na terenie Diecezji, jak również liczba Sióstr. Prosiliśmy, jak Pan Jezus nam nakazał, „Pana żniwa, aby wysłał robotników na żniwo swoje” (Mat. 9, 3S) i wysłuchał nas.

Wprawdzie ta liczba księży jeszcze nie jest wystarczająca, by rozwinąć pełną pracę w winnicy Pańskiej, ale Diecezja dziś już ma zapewniony stały przypływ nowych, świeżych sił kapłańskich. Wielkim bowiem wysiłkiem zdołaliśmy stworzyć najważniejszy zakład, jaki Diecezja powinna posiadać, a mianowicie Wielkie Seminarjum Duchowne, w którem przez Boga powołana młodzież nasza kształci się na kapłanów Bożych. Dzięki Bogu powołań kapłańskich wśród młodzieży w Polsce jest dużo. Seminarjum nasze jest prawie przepełnione, duch w niem jest dobry, poziom nauki wysoki. Możemy więc mieć nadzieję, że piękny ten Zakład dostarczy Diecezji coraz więcej i coraz lepiej do pracy duszpasterskiej przygotowanych księży. Należałoby jednak życzyć, o to się modlić i nad tem pracować, by więcej niż dotąd było powołań kapłańskich z samej Diecezji. Sama bowiem Diecezja wysyła do naszego Seminarjum Duchownego zaledwie połowę kandydatów, a powinnaby dostarczać wszystkich. Nie świadczy to dobrze o religijnym stanie Diecezji, bo tam, gdzie stan religijny jest wysoki, szczególnie w rodzinach i szkołach, tam też jest dużo powołań do stanu kapłańskiego. Dlatego też nie przestańmy się modlić  do Pana żniwa., by wysłał robotników na żniwo swoje, szczególnie z szeregów młodzieży naszej własnej Diecezji.

Do budzenia i pogłębienia powołań kapłańskich wśród młodzieży w wielkiej mierze może i powinno się przyczynić nasze diecezjalne Gimnazjum w Wieluniu. Zawdzięczamy ten ważny zakład społeczeństwu Wieluńskiemu. Rozbudowaliśmy go, stworzyliśmy przy nim internat i zaopatrzyliśmy go w odpowiednie środki naukowe i postaraliśmy się o znakomite siły nauczycielskie. Dziś pomyślny rozwój jego jest zapewniony. Jak wielkie seminarium tak i diecezjalne nasze Gimnazjum dziś jest przepełnione. Jest to wielka zdobycz dla Diecezji, bo Gimnazjum Diecezjalne, prowadzone rozumie się, w duchu katolickim pod kierownictwem księdza – dyrektora, nie tylko będzie mogło, jak powiedzieliśmy, dostarczać Diecezji dobrze przygotowanych kandydatów do stanu duchownego, ale  także wychować – daj Boże – jak najliczniejsze zastępy dzielnej katolickiej inteligencji świeckiej.

 

List Pasterski

o potrzebie dobrych kapłanów

TEODOR KUBINA

Z BOŻEGO ZMIŁOWANIA I ŁASKI STOLICY APOSTOLSKIEJ

BISKUP CZĘSTOCHOWSKI

WIELEBNEMU DUCHOWIEŃSTWU I WIERNYM SWEJ DIECEZJI

POZDROWIENIE I BŁOGOSŁAWIEŃSTWO W PANU!

„żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało.

Proście tedy Pana żniwa, aby wysłał robotników na żniwo swoje”. (Mt 9, 38-39)

 

Jednym z najbardziej pocieszających objawów dokonującego się dziś odrodzenia życia katolickiego jest niewątpliwie ten, że coraz głębiej pojmujemy właściwą istotę Kościoła świętego, jako mistycznego Ciała Chrystusa, i coraz konsekwentniej wyciągamy odpowiednie wnioski z tej wzniosłej prawdy. Coraz lepiej rozumiemy, że wszyscy – nie tylko Ojciec święty, biskupi i duchowieństwo, ale wszyscy, którzy należymy do Kościoła, jesteśmy tym samym żywymi członkami mistycznego Ciała Chrystusa Pana, przez które On chce działać, chce wciąż urzeczywistniać swoje dzieło odkupienia i odrodzenia ludzkości, rozszerzania i pogłębiania swego Królestwa na ziemi. Stąd też coraz jaśniej zdajemy sobie sprawę z tego, że wszyscy – a więc nie tylko Ojciec święty, biskupi i duchowieństwo – jesteśmy odpowiedzialni za losy i działalność Kościoła św., że wszyscy powinniśmy być katolikami czynnymi, twórczymi, wszyscy powinniśmy brać udział w hierarchicznym apostolstwie Kościoła świętego, wszyscy współpracować, każdy według swoich warunków i danych mu łask, z tymi, których Chrystus Pan ustanowił pasterzami w swoim Kościele: z Ojcem św., biskupami i duchowieństwem. Troski więc Ojca św. o dobro Powszechnego Kościoła, troski biskupów o diecezje, troski księży proboszczów o parafie, powinny być wspólnymi troskami wszystkich katolików. Ta świadomość, dzięki Bogu, budzi się dziś w coraz szerszych kołach katolickich i przeradza się w gotowość do czynu, do ochotnej współpracy z hierarchią Kościoła. Stąd też dziś Ojciec św. w ‚swoich troskach o dobro całego Kościoła zwraca się coraz częściej i z coraz większym zaufaniem do całego świata katolickiego, a podobnie biskupi do swoich diecezjan w troskach o rozwój życia religijnego w diecezjach, jak również proboszczowie do swoich parafian w trosce o powierzone im parafie, i znajdują zrozumienie i posłuch.

Ku mej wielkiej radości mogę stwierdzić, że to zrozumienie i ten posłuch znalazłem także wśród Was, Kochani Diecezjanie. Zawsze uważałem sprawę Diecezji za wspólną nam wszystkim sprawę, nie tylko za swoją, ale również za sprawę całego duchowieństwa ,jak też i Waszą. Stąd też zawsze zwierzałem się Wam ze swoich trosk i zamiarów, prosząc Was równocześnie o współpracę. I nie zawiodłem się ani na swoim duchowieństwie, ani też na Was. Zawsze współpracowaliście chętnie i solidarnie ze mną i z duchowieństwem. Tylko dzięki tej solidarności diecezjalnej mogliśmy w stosunkowo krótkim czasie mimo nader trudnych warunków stworzyć te wielkie dzieła ,jakie dziś już istnieją w Diecezji, i mógł się dokonać tak pomyślny rozwój naszego życia religijnego i naszej Akcji Katolickiej.

Licząc nadal na tę serdeczną współpracę Waszą ze mną i z duchowieństwem, chciałbym w tegorocznym liście pasterskim na początku Wielkiego Postu w obliczu Krzyża św., podzielić się z Wami troską, która wśród wielu innych dziś mnie szczególnie niepokoi. Jest to troska o dobrych kapłanów.

Troska ta zawsze należała do największych trosk każdego biskupa, w obecnych zaś warunkach czasów stała się wprost palącą, szczególnie w naszej Diecezji. Albowiem wobec szybko rozwijającego się w niej życia kościelnego i rosnących potrzeb religijnych coraz dotkliwiej zaznacza się w Diecezji brak dostatecznej liczby kapłanów. Przy tym może nigdy, poza czasami apostolskimi, zadanie kapłanów nie było tak ważne i wielkie, a przytym tak trudne jak w obecnej przełomowej chwili.

Jak swego czasu nasz Boski Zbawiciel, tak ja dziś wołać muszę: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proścież tedy Pana żniwa, aby wysłał robotników na żniwo swoje“ (Mat. 9, 37, 38). Ten brak kapłanów w Diecezji odczuwacie i Wy sami, Kochani Diecezjanie. Wciąż bowiem z różnych stron zwracacie się do mnie z prośbą o kapłanów, a ja Wam ich, niestety, zbyt często posłać nie mogę, bo nie mam ich w dostatecznej liczbie. Koniecznie trzeba ten brak usunąć. Koniecznie trzeba czynić starania, by Diecezji zapewnić stały i wystarczający dopływ kapłanów, i to kapłanów światłych i gorliwych, kapłanów, którzyby dorośli do wielkich zadań i wymagań dzisiejszych czasów, kapłanów o naprawdę apostolskim duchu. Takich kapłanów słusznie się domagacie, za takimi kapłanami tęsknicie. Jest to więc troska, która niepokoi nie tylko mnie, Waszego Arcypasterza, ale również niepokoi i Was. Wobec tego mam niezłomną nadzieję, że wspólnie ze mną i z duchowieństwem nad tym pracować będziecie, aby jak najskuteczniej zaradzić temu brakowi. Współpraca Wasza nad tym zagadnieniem jest koniecznie potrzebna, albowiem budzenie powołań kapłańskich, wychowanie i wykształcenie kapłanów zależy nie tylko od biskupa i duchowieństwa, ale zależy w wielkiej mierze również od Was, od Waszej modlitwy, od ducha wiary, który żyje w Waszych rodzinach, szkołach, w parafiach, a także od Waszej materialnej pomocy. Właśnie w tym celu, a mianowicie, by Wam przypomnieć obowiązek tej współpracy i zachęcić Was do niej, piszę do Was ten list Pasterski o wielkiej potrzebie dobrych kapłanów i o sposobach, jak by jej najskuteczniej zaradzić.

I.

Wobec różnych prądów laicystycznych dzisiejszych czasów nie będzie od rzeczy, jeżeli przede wszystkim zastanowimy się nad pytaniem: — Czy w ogóle kapłani są potrzebni? Czy religia Chrystusowa, czy Kościół Jego nie mógłby istnieć, działać i spełniać swego zadania bez nich? Takie pytania rzeczywiście dziś często podnoszą wrogowie naszej wiary świętej, zwalczając stan kapłański, uważając go za niepotrzebny. W odpowiedzi na te pytania możemy wskazać już na sam fakt, że prawie wszystkie religie wytworzyły osobny urząd kapłański. Widocznie więc rodzaj ludzki w swych dążeniach religijnych odczuwa potrzebę kapłanów. Nie trudno zrozumieć i uzasadnić tę potrzebę. Każda dziedzina życia ludzkiego, by mogła się należycie rozwijać, wymaga i wytwarza stan ludzi, którzy wyłącznie nią się zajmują. Wskutek tego w tej dziedzinie stają się oni znawcami, fachowcami, instruktorami. Życie społeczne, do jakiego sama natura zmusza człowieka, wymaga organizatorów i kierowników, a życie państwowe władz i urzędów. Nie inaczej jest z religią. Wszak i ona stanowi dziedzinę życia ludzkiego, bodaj najważniejszą; i ona wnika, i to bardzo głęboko w życie społeczne, i ona łączy ludzi w społeczność. Nic więc dziwnego, że i religia, by mogła należycie działać, potrzebuje ludzi, którzyby całkowicie jej służyli, rozpowszechniali ją, byli organizatorami społecznego życia religijnego, wykonywali władzę w społeczności religijnej. Ważne te zadania i funkcje spełniają kapłani. Są oni więc dla religii i życia religijnego tak potrzebni, jak potrzebne są te zadania i funkcje. Stąd też każda religia miała i ma kapłanów.

Już z tego czysto naturalnego punktu widzenia moglibyśmy zrozumieć, dlaczego także religia Chrystusowa, dlaczego nasz Kościół św. ma kapłanów. Ale biada kapłanom Chrystusowym, gdyby uważali się tylko za znawców, nauczycieli i instruktorów religii, za kierowników życia religijnego, za urzędników Kościoła. Chrystus Pan od swoich kapłanów więcej wymaga. On im powierzył zadania, jakich nikt inny spełnić nie może, jakich żadna inna religia swoim kapłanom nie wyznaczyła i wyznaczyć nie mogła. Bo też religia Jego nie jest religią czysto naturalną, ale nadprzyrodzoną, nie ludzką, ale Boską, a Kościół Jego nie jest społecznością stworzoną przez ludzi, ale przez Niego samego. On także w niewidzialny sposób nim rządzi i rządzić będzie aż do końca świata. Stąd też nie ludzie, ale On powołuje kapłanów, On, a nie ludzie, wydziela ich dla służby Bożej ze świata. On a nie ludzie wyposaża ich w siły, prawa i przywileje kapłańskie. Równocześnie nakłada też na nich obowiązki, jakich nie wymaga od innych. Kapłani więc są potrzebni w Kościele katolickim nie tyle dla tego, że tego wymagają potrzeby samej religii, ile raczej dla tego, że to jest wola Chrystusa Pana. Ustanawiając swój. Kościół, tak go urządził, że celów swoich nie może inaczej osiągnąć, a zadań swoich inaczej spełnić, jak za pomocą kapłanów.

Trudno człowiekowi wniknąć w myśl Boga. „Któż bowiem poznał umysł Pański, albo kto był doradcą Jego“ (Rzym. 11, 34). Trudno więc nam poznać powody, dla których Syn Boży tak a nie inaczej urządził swój Kościół, dla których postanowił powierzyć swoje mistyczne Ciało, którym jest Kościół, powierzyć swoją religię kapłanom, wziętym z ludzi, słabym, ułomnym, skłonnym do grzechu.

Wolno nam atoli przypuścić, że uczynił to z miłości dla ludzi, z niepojętego poważania dla godności człowieka. Wszak choć człowiek głęboko upadł, Bóg nie zapomniał o tym, że stworzył go według swego podobieństwa, obdarzył go rozumem, i wolną wolą. Szanując tę wielką godność człowieka, Bóg, choć go mógł inaczej zbawić, w swej miłości nie chciał go zbawić bez jego udziału. Właśnie dlatego „Słowo Boże stało się Ciałem i mieszkało między nami” (Jo. 1, 14), Syn Boży stał się człowiekiem, przyjął naturę ludzką i złączył ją z Boską swoją naturą w jednej osobie. W ten sposób nie tylko jako Bóg, ale jako Bóg-Człowiek przyniósł nam światło swej ewangelii, dokonał za nas przez swoją śmierć na krzyżu dzieła odkupienia i ustanowił Kościół św. W ten sposób w swojej Boskiej osobie dał samemu człowiekowi sposobność, by mógł brać udział w odkupieniu i zbawieniu siebie samego.

W tej samej myśli i z tej samej miłości do człowieka wolno nam przypuścić – postanowił Syn Boży powierzyć powołanym przez siebie ludziom, to jest kapłanom, dalsze losy swojego dzieła, rozpowszechniania go na całym świecie, na wszystkie czasy. Im powierzył swój Kościół św., w którym nadal chciał żyć jako w mistycznym swoim Ciele, ich uczynił szafarzami łask, zdobytych na Krzyżu świętym, nauczycielami i stróżami swej Boskiej prawdy i swego Boskiego prawa, pasterzami swoich owieczek ,ich uprawnił do odnawiania i powtarzania po wszystkie czasy ofiary Krzyża świętego.

Jak On, Syn Boży, stał się człowiekiem, tak oni, synowie ludzi, przez kapłaństwo stali się drugimi Chrystusami. Jak w Synu Bożym przez to, że przyjął naturę ludzką, współdziałał człowiek, tak w kapłanach, synach ludzi, działa Chrystus, Syn Boży. To też, jak św. Paweł apostoł, każdy kapłan o sobie może powiedzieć: „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus” (Gal. 2, 20). A ponieważ kapłani są i nigdy nie przestają być synami ludu katolickiego, Chrystus Pan podnosząc ich do godności kapłańskiej, tym samym podniósł godność ludu katolickiego. W kapłanach i przez kapłanów z woli Chrystusa sam lud Boży bierze udział w dziele swego odkupienia.

Szanujcie więc i poważajcie, najmilsi, kapłanów Chrystusowych, bo szanując i poważając ich, szanujecie i poważacie siebie samych, a współdziałając z nimi, sami bierzecie udział w ich królewskim kapłaństwie i tym samym współpracujecie z Chrystusem. My zaś kapłani, pamiętajmy o tym, że Chrystus Pan, podnosząc nas do godności kapłańskiej, nie zamierzał przez to wywyższyć nas ponad lud, ale w nas i przez nas chciał podnieść ten lud ku sobie. W nas działając, Chrystus Pan chciał, abyśmy Jego lud tak kochali, jak On go kochał, tak troszczyli się o jego zbawienie i dobro, jak On się troszczył.

Myśl utworzenia sakramentu kapłaństwa i urzędu kapłańskiego żyła w Synu Bożym od wiecznych czasów, stanowiła jeden z zasadniczych punktów Jego planu zbawienia ludzkości i odnowienia świata. Z tą też myślą rozpoczął swoją zbawczą działalność na ziemi, ta myśl Mu wciąż towarzyszyła. Trzy lata tylko trwała Jego publiczna działalność, a otóż większą część tego kosztownego czasu poświęcił urzeczywistnieniu tej myśli, poświęcił na to, by wybrać z pośród ludzi tych, którym w Kościele swoim chciał powierzyć kapłaństwo, by ich kształcić, wychować i przygotować do ich wielkiego zadania. W tym celu – tak można powiedzieć – stworzył On pierwsze Seminarium Duchowne i On też stał się jego pierwszym rektorem. Z jaką troską wybierał On sam kandydatów do tej pierwszej uczelni kapłańskiej: „Nie wyście mnie obrali, alem Ja was wybrał i postanowiłem was, abyście szli i owoc przynieśli, ażeby owoc wasz trwał“ (J. 15, 16). Tak się odezwał do apostołów, zaznaczając przez te słowa na wieczne czasy, że powołanie kapłańskie nie może pochodzić od ludzi, ale od Boga. Z jaką cierpliwością i miłością czuwał nad nimi. Przy tym, jeżeli zaszła potrzeba, nie szczędził im napomnień i nagany. Gdy niektórzy z uczniów okazali się nieodpowiedni, nie wahał się wydalić ich ze swojej szkoły kapłańskiej. Tak oddalił od siebie i nie dopuścił do kapłaństwa tych uczniów, którzy nie chcieli uwierzyć w Jego naukę o Przenajśw. Sakramencie, a był gotów rozłączyć się z tego powodu nawet z samymi apostołami, gdyby i oni nie chcieli przyjąć z wiarą tej nauki. Często całe noce przepędzał w modlitwie za nich, by wytrwali w swym powołaniu i pogłębiali je w sobie. A jak gorliwie ich uczył, by wtajemniczyć ich w całą swoją prawdę, a uczył ich nie tylko słowa mi, ale przede wszystkim przykładem swoim, czynami swoimi. Pomnąc, że w przyszłości mają się stać Jego współpracownikami w dziele odkupienia, nie obchodził się z nimi jak ze sługami, ale jako z przyjaciółmi swoimi: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi – tak się odezwał do nich w dzień przed śmiercią swoją na krzyżu – jeżeli czynić będzie, co wam przykazuję. Już was nie będę zwał sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko, co słyszałem od Ojca mego, oznajmiłem wam“ (J. 15, 14, 15).

Tak przez trzy lata Chrystus Pan przygotowywał uczniów swoich do kapłaństwa. Nareszcie nadeszła ta chwila, wybrana przez niego od wieków, kiedy z Jego rąk mieli otrzymać ten święty urząd i tę wielką godność. A wybrał na ten wiekopomny akt, od którego bierze początek św. Sakrament Kapłaństwa, ową błogosławioną chwilę, w której przy Ostatniej Wieczerzy w Wielki Czwartek ustanowił Przenajśw. Sakrament Ołtarza, ową chwilę, w której przy pierwszej mszy świętej pod postaciami chleba i wina ofiarował Ojcu niebieskiemu swoje Przenajświętsze Ciało i swoją Przenajśw. Krew na odpuszczenie grzechów. Wybierając na ustanowienie św. Sakramentu Kapłaństwa właśnie tę chwilę, chciał najuroczyściej zaznaczyć, że z Jego woli kapłaństwo nierozerwalnym węzłem jest związane z Przenajśw. Sakramentem Ołtarza i ze mszą świętą, a tym samym z Jego krwawą ofiarą na krzyżu, z dziełem odkupienia i zbawienia ludzkości. Wiemy bowiem, że właśnie w tym celu Chrystus Pan we Wielki Czwartek ustanowił mszę św., aby przez nią na wieczne czasy została powtarzana i odnawiana w bezkrwawy sposób Jego krwawa ofiara na krzyżu na odpuszczenie grzechów.

Że taka była wola Chrystusa, jasno to wypowiedział, kiedy po dokonaniu tej pierwszej niekrwawej ofiary, do nich uroczyście się odezwał tymi słowami: „To czyńcie na moją pamiątkę11 (Łuk. 22, 19). Przez te słowa Chrystus Pan uczynił ich kapłanami. Przez te słowa Chrystus Pan uczynił kapłanów naprawdę, jakby drugimi Chrystusami. Przez te słowa dał im moc nad swoim Przenajśw. Ciałem i Przenajśw. Krwią, powierzył im dzieło odkupienia ludzkości, dokonane przez Jego ofiarę na krzyżu, a wciąż odnawiane przez ofiarę mszy świętej. Przez te słowa Chrystus Pan ustanowił św. Sakrament Kapłaństwa i stworzył w Kościele św. urząd i stan kapłański.

Zdając sobie z tego sprawę, jak wielką moc udzielił przez Kapłaństwo swoim apostołom, a tym samym jak wielką ich obciążył odpowiedzialnością, Chrystus Pan wrócił do nich jeszcze po Swoim zmartwychwstaniu, poświęcając im prawie wyłącznie te kosztowne 40 dni aż do Wniebowstąpienia, by wykończyć ich wychowanie kapłańskie, by wzmocnić i utrwalić ich w wierze, by wyposażyć ich w pełne siły i prawa kapłańskie. Powierzył im wtedy św. Sakrament Pokuty, udzielając im mocy odpuszczania grzechów, ustanowił Piotra św„ jako namiestnika swego, a tym samym jako ich głowę, zapowiedział im zesłanie Ducha świętego, a na koniec w ostatniej chwili, kiedy już miał wstąpić do nieba, udzielił im pełnej jurysdykcji na cały świat, na wszystkie narody, na wszystkie czasy oraz dał im rozkaz zdobywania świata dla Jego Boskiej nauki i Boskiego prawa: — „Dana mi jest wszystka władza na niebie i na ziemi” – tak się do nich odezwał w pełnej świadomości swego Boskiego majestatu – „Idąc tedy, nauczajcie wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha świętego, ucząc je zachować wszystko, comkolwiek wam przykazał. A oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mat. 28, 18-20).

Tak oto Chrystus Pan stworzył w Kościele swoim urząd kapłański, takie mu wyznaczył zadania, w takie wyposażył go prawa, siły i łaski. Czyż więc kapłani w Kościele Chrystusowym są potrzebni? Są potrzebni, bo jak widzieliśmy, tę potrzebę sam Chrystus Pan stworzył. Kapłaństwo, to dalszy ciąg Jego Boskiego posłannictwa, jak to wyraźnie zaznaczył, mówiąc do apostołów – kapłanów: „Jako mnie posłał Ojciec, tak ja was posyłam” (J. 20, 2). Kapłaństwo to ustalona przez Niego droga celem rozpowszechniania i rozszerzania Jego dzieła na cały świat i na wszystkie czasy. Kapłani to jakby arterie, przez które Krew z Jego Przenajśw. Serca ma wciąż płynąć do ludzi, aby przynosić im nowe życie,, aby ich łączyć w mistycznym Jego Ciele, którym jest Kościół święty. Jak wielka wobec tego jest odpowiedzialność nas kapłanów! Obyśmy zawsze o tym pamiętali. Obyśmy wciąż nad sobą pracowali, abyśmy byli godni naszego powołania, abyśmy należycie spełniali swoje święte zadania, aby każdy z nas stał się i działał naprawdę jako „drugi Chrystus”. Jak wielką jest odpowiedzialność biskupa, który przecież z urzędu swego arcypasterskiego powinien dbać o to, aby w powierzonej mu części Kościoła świętego nigdy nie zabrakło kapłanów, który powinien w Imieniu Chrystusa ich powołać, jak On ich wychować, wykształcić, przygotować i wyświęcić, oraz wciąż czuwać nad nimi, aby gorliwie, w duchu Chrystusa Pana, spełniali swoje święte posłannictwo.

II.

W Kościele Chrystusowym zawsze byli potrzebni kapłani. Potrzebni są szczególnie w dzisiejszych czasach. Potrzebni są w coraz większej liczbie, bo winnica Pańska coraz szybciej rozszerza się na cały świat. Dziś nie ma już prawie żadnego niedostępnego kraju na ziemi, żadnego nieznanego narodu. A wszystkie przecież kraje i wszystkie narody mają prawo do Chrystusa i do Jego Kościoła, i wszyscy ludzie, gdziekolwiek żyją i do jakiejkolwiek należą rasy, mają prawo do zbawienia, bo za wszystkich Chrystus Pan ofiarował się na krzyżu, dla wszystkich w swoim Kościele otworzył źródła zbawienia. Żniwo Pańskie staje się coraz większe, stąd też co raz większa jest potrzeba robotników-kapłanów. A potrzebni są dziś więcej, niż kiedykolwiek kapłani gorliwi, światli i święci, kapłani o naprawdę apostolskim duchu, o wprost bohaterskim nastawieniu. Albowiem podobnie jak za czasów apostolskich ludzkość potrzebuje dziś znowu odrodzenia, świat odnowienia, porządek społeczny odbudowania. Tego dzieła może dokonać tylko Chrystus Pan, który jest „drogą, prawdą i życiem” (J. 14, 6), tego dzieła Chrystus Pan może dokonać tylko przez swój Kościół święty, w którym nadal żyje, w którym płyną źródła prawdy i życia, zbawienie i odnowienie, jakie On w nim stworzył przez swoją śmierć na krzyżu. Tego dzieła może Chrystus Pan w swoim Kościele dokonać tylko przez swoich kapłanów, których, jak widzieliśmy, właśnie w tym celu ustanowił, aby przez nich działać. Potrzebni więc więcej, niż kiedykolwiek są dziś kapłani świadomi swego posłannictwa, kapłani pełni ducha Chrystusowego. Kapłani gotowi wszystko poświęcić dla Chrystusa i dla dusz nieśmiertelnych, kapłani, w których duszach nieustannie odzywa się głos Chrystusa: „Żal mi ludu” (Mat. 8, 2), którzy, jak św. Paweł apostoł, chcą stać się „wszystkim dla wszystkich”

(Kor. 9, 26), kapłani, którzy by naprawdę stali się, jak tego Chrystus Pan od nich wymaga, „światłością świata i solą ziemi” (Mat. 5, 13, 14).

Takich kapłanów chce mieć Chrystus Pan w swoim Kościele, takich kapłanów wymagają dzisiejsze czasy, za takimi kapłanami tęskni lud katolicki. Tylko tacy kapłani mogą, jako powołani współpracownicy Chrystusa Pana dokonać wielkiego dzieła odrodzenia w Chrystusie świata i odrodzenia ludzkości. Zdając sobie z tego sprawę Kościół św., pracując nad odrodzeniem ludzkości, przede wszystkim pracuje nad odrodzeniem duchowieństwa, nad pogłębieniem w nim i wzmocnieniem sił kapłańskich, nad takim wychowaniem i wykształceniem i przysposobieniem kapłanów, by naprawdę dorośli do wielkich zadań i potrzeb dzisiejszych przełomowych czasów.

Coraz wyższe też dziś Kościół stawia im wymagania, tak co do ich wiedzy i cnoty kapłańskiej, jak co do ich działalności i życia kapłańskiego. O tej trosce Kościoła o podniesienie duchowieństwa na najwyższy poziom świadczy przecudna Encyklika Ojca św. o kapłaństwie, W encyklice tej Ojciec św., w głębokich słowach przedstawia wzniosły ideał, do jakiego kapłan powinien dążyć, wskazując mu równocześnie drogi, którymi może go osiągnąć, i obszernie omawia wielkie zadania, jakie w dzisiejszych czasach powinien spełnić, oraz kwalifikacje, jakie w tym celu powinien zdobyć, zalety i cnoty, jakie powinien posiadać.

„Im więcej, tak odzywa się do nas kapłanów, zachwiany wydaje się bieg czasów, tym większej gorliwości i tym ochotniejszej gotowości do zbawienia dusz żąda się od was, którzy jesteście „solą ziemi i światłością świata” (Mat. 5, 13, 14). O tej trosce o podniesienie duchowieństwa świadczą również uchwały Polskiego Synodu Plenarnego z roku 1936. Wielka część tych uchwał, których celem jest odrodzenie, pogłębienie i spotęgowanie życia religijnego w Polsce, odnosi się do duchowieństwa. Słusznie bowiem Episkopat Polski wychodzi z założenia, że odrodzenie w Chrystusie narodu może się dokonać tylko przez odrodzenie duchowieństwa, że Polska będzie dopiero wtedy naprawdę Chrystusową, jeżeli my kapłani staniemy się naprawdę „drugimi Chrystusami”, odnowimy w sobie pełne siły kapłańskie i z tej pełni udzielać będziemy.

Ta świadomość, dzięki Bogu, istnieje wśród samego duchowieństwa. Gorliwie pracuje ono nad sobą, aby pod każdym względem mogło doróść do wielkości swoich zadań w dzisiejszych czasach, aby było zdolnym i chętnym do dostosowania swojej działalności do wciąż zmieniających się warunków i do wciąż powstających nowych zagadnień duszpasterskich, aby nie uległo duchowi czasu, ale przeciwnie opanowało go i uświęciło duchem Chrystusowym.

Nie zapominajmy atoli, że kapłan, choć przez powołanie swoje odłączony jest od świata, jednak w nim żyje i działa, że choć podniesiony do godności kapłańskiej, jednak nie przestaje być dzieckiem tego świata, człowiekiem ułomnym, słabym, skłonnym do grzechu, wystawionym na wszystkie pokusy, może nawet więcej niż inni, że, choć jest naczyniem Ducha Świętego, jednak jako człowiek jest „naczyniem kruchym”, jak powiada św. Paweł apostoł (2 Kor. 4, 7). Wskutek tego i kapłanowi wciąż grozi niebezpieczeństwo upadku. I on, szczególnie jeżeli nie czuwa nad sobą, może ulec duchowi czasu, może ulec namiętnościom i pokusom, może się załamać. Przecież i apostołowie, choć wychowani przez samego Chrystusa, choć żyjący pod Jego okiem, chwilami się załamywali, a jeden z nich nawet Go zdradził. Mogą więc i dziś trafić się kapłani słabi, kapłani, którzy nie dorośli a nawet nie próbują doróść do wielkości swego powołania i wielkości swoich dziś tak niezmiernie trudnych zadań. Mogą nawet trafić się kapłani, którzy życiem swoim i postępowaniem wywołują zgorszenie. Takie przykre wypadki, dzięki Bogu rzadkie, nie powinny zrażać nas do kapłanów w ogóle, jak słabości apostołów, a nawet ich upadek w godzinach Jego bolesnej męki nie zraził Chrystusa Pana, choć Go niewymownie zabolał. Wiedząc o tym, tym goręcej módlmy się za kapłanów, by wytrwali w swym powołaniu, by coraz więcej je w sobie pogłębiali, by coraz doskonalej spełniali swoje wzniosłe posłannictwo. Tak modlił się Pan Jezus za Piotra św., jak mu sam powiedział: „Szymonie, Szymonie! oto szatan żądał was, aby przesiać jak pszenicę, ale ja prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty kiedyś nawróciwszy się, potwierdzaj braci swoich” (Łuk. 22, 32). Tak modlił się za wszystkich apostołów po ostatniej wieczerzy, kiedy już stali się Jego kapłanami: „Ojcze święty, tak wołał do Ojca niebieskiego w tej ostatniej swojej modlitwie na ziemi, krótko przed rozpoczęciem swojej drogi krzyżowej, – Ojcze święty, zachowaj w Imię Twoje tych, których Mi dałeś, aby byli jedno, jako i My… Ja w nich, a Ty we Mnie, aby byli doskonałymi w jedno… Nie proszę, żebyś ich zabrał ze świata, ale żebyś ich zachował od złego… Uświęć ich w prawdzie. Za nich ja poświęcam samego siebie, aby i oni uświęceni byli w prawdzie” (J 17, 44).

Tak i wy, najmilsi, módlcie się za nas kapłanów. Módlcie się za nas, abyśmy pomni naszego powołania kapłańskiego wciąż je w sobie pogłębiali, abyśmy pod każdym względem dorośli do wielkich naszych zadań kapłańskich i spełniali je w duchu Chrystusowym. Módlcie się za nas każdego dnia, módlcie się za nas zwłaszcza w „Suche dni, które Kościół szczególnie przeznaczył na modlitwę o dobrych kapłanów, i w tak zwaną „Sobotę kapłańską”, jaką w ostatnim czasie pobożne dusze zaprowadziły w serdecznej trosce o dobrych kapłanów. Gorąco polecam, aby to piękne nabożeństwo zaprowadzono możliwie we wszystkich parafiach.

Żniwo Pańskie dziś jest większe, niż kiedykolwiek. Idźcież więc za wezwaniem Pana Jezusa i proście Pana żniwa, by posłał robotników na żniwo swoje – kapłanów jak najliczniejszych i jak najdoskonalszych.

III.

Kapłani zawsze byli potrzebni w Kościele Chrystusowym, potrzebni są zaś zwłaszcza w dzisiejszych czasach, a już szczególnie potrzebni w naszej Diecezji. Liczba bowiem kapłanów, jaką obecnie Diecezja nasza rozporządza, jest niewystarczająca nawet dla normalnych, najpilniejszych potrzeb naszego życia religijnego, nie mówiąc już o jego dziś tak bardzo pożądanym rozwoju. Brak kapłanów w Diecezji jest tak wielki, że stał się dla nas wprost palącym zagadnieniem. Dobro Diecezji -wymaga, żebyśmy się bezzwłocznie zabrali do jego rozwiązania, to jest do zapewnienia Diecezji dostatecznej liczby kapłanów, kapłanów światłych i gorliwych.

A zabrać do tego zadania powinniśmy się wspólnym wysiłkiem, wszak Diecezja jest wspólnym nas wszystkich dobrem, tak biskupa, duchowieństwa jak i was, drodzy Diecezjanie. Zabierając się do tego zagadnienia, przede wszystkim zdajmy sobie jasno sprawę z rozmiarów braku i z wynikającej stąd wielkości zapotrzebowania kapłanów w Diecezji. Diecezja nasza liczy obecnie, jak stwierdziłem na podstawie dokładnych danych, około 1.200.000 dusz, a liczba ta wciąż wzrasta. Jak wielkie to pole pracy kapłańskiej! By należycie uprawiać tę rolę Bożą, by należycie zaspokoić religijne potrzeby tych licznych rzesz ludu Bożego, by wśród nich należycie, jak tego wymagają dzisiejsze czasy, rozwinąć życie katolickie i Akcję Katolicką, powinnoby istnieć w Diecezji przynajmniej 400 parafij, a tymczasem jest ich 184, poza tym jeszcze 16 ekspozytur, czyli dopiero tworzących się parafii, razem więc zaledwie 200 samodzielnych placówek duszpasterskich. Jak w zeszło rocznym liście Pasterskim zaznaczyłem, parafie w gęsto zaludnionych miastach i okolicach przemysłowych nie powinny obejmować więcej niż 10.000 dusz, rozległe zaś parafie wiejskie nie więcej niż 5000 dusz. Poza tym okolice zbyt odległe od kościoła powinny tworzyć własne parafie, o ile na ich terenie znajduje się mniej więcej 2000 dusz. Tymczasem niektóre parafie w Diecezji liczą jeszcze przeszło 30.000 dusz, liczne inne ponad 20.000, a jeszcze liczniejsze przeszło 10.000 dusz, a bardzo dużo wiejskich parafii ponad 5.000 dusz. A ileż to jest w Diecezji wsi, które są odległe od kościoła parafialnego aż do 10 i więcej kilometrów drogi, zazwyczaj bardzo złej. To są stosunki nienormalne, bo w tak wielkich lub tak rozległych parafiach kapłan nie może w całej pełni, jakby powinien, spełniać swych obowiązków duszpasterskich, nie może być tym dobrym pasterzem, od którego Chrystus Pan żąda, by znał wszystkie swoje owieczki (J. 10, 14) i o wszystkie się troszczył, by stał się, jak św. Paweł o sobie powiedział „wszystkim dla wszystkich” (Kor. 9, 22). Trzeba więc koniecznie tworzyć nowe parafie. To jest mój święty arcypasterski obowiązek, i wy, najmilsi, sami słusznie się tego domagacie. Niestety, na przeszkodzie stoi brak kapłanów, którzyby mogli objąć te nowe placówki. Przy tym powinniśmy pamiętać, że potrzebni do pracy duszpasterskiej są nie tylko proboszczowie, ale i wikariusze. Już w parafii liczącej 4.000 dusz sam proboszcz nie jest w stanie wywiązać się w należyty sposób z tych wszystkich zadań, jakie spełnić by powinien jako dobry pasterz; powinien mieć do pomocy wikariusza, w większych zaś parafiach dwóch, trzech, a nawet jeszcze więcej. A istnieją w Diecezji parafie liczące przeszło 20.000 dusz, w których obok proboszcza pracuje tylko dwóch wikariuszy. Jak znawcy życia religijnego i pracy duszpasterskiej utrzymują, na jednego kapłana, jeżeli jego praca ma być skuteczna, przeciętnie nie powinno przypadać więcej niż 2.000 dusz. Diecezja nasza liczy, jak powiedzieliśmy, około 1.200.000 dusz. Powinna by więc mieć z górą 600 kapłanów – proboszczów i wikariuszów – a tymczasem ma tylko 184 proboszczów, 16 ekspozytów i 96 wikariuszów, razem więc tylko 296 kapłanów, zajętych pracą duszpasterską w parafiach. Brak więc Diecezji około 300 kapłanów-duszpasterzy.

Nie dość na tym. Jest pożądanym, aby nauki religii we wszystkich szkołach udzielali kapłani. Księża zajęci w parafiach, jako duszpasterze – proboszczowie i wikariusze – w małej tylko mierze mogą się zająć tym nader ważnym zadaniem. Potrzebni więc są liczni inni kapłani, którzyby wyłącznie mogli się poświęcić jako nauczyciele religii, katecheci lub prefekci, religijnemu wychowaniu naszej młodzieży. Takich księży prefektów mamy obecnie w Diecezji tylko 53. I ich liczba powinna być znacznie powiększona.

Poza tym są jeszcze potrzebni kapłani dla pracy -w Kurii Biskupiej i Sądzie Biskupim, w Seminarium Duchownym i w Akcji Katolickiej. I ich liczba obecna jest niewystarczająca, nie mówiąc już o Kapitule, czyli o kanonikach, których Diecezja nasza dotąd w ogóle nie posiada.

Wobec tego wielkiego braku duchowieństwa nic dziwnego, że księża pracujący w tak trudnych warunkach w Diecezji, muszą wytężyć wszystkie swoje siły, muszą często pracować ponad swoje siły, by móc sprostać, choćby tylko najważniejszym i najpilniejszym swoim zadaniom. Wskutek tego liczni księża są przepracowani, przemęczeni, inni wprost się załamują, stają się przedwcześnie nieudolni, lub mniej zdolni do pracy. Wciąż powstają w ich szeregach nowe luki, których ku mej boleści często wypełnić nie mogę.

Przedstawiłem wam, drodzy Diecezjanie, tak szczegółowo ten stan rzeczy w Diecezji, ponieważ sądzę, że jako diecezjanie powinniście o tym wiedzieć, w jakich trudnościach znajduje się wasza Diecezja i wasz biskup. Poza tym chciałbym tą drogą usprawiedliwić się wobec licznych żalów, wnoszonych przez was z różnych stron, że mimo gorących próśb nie przysyłam wam odpowiedniego kapłana. Nikt więcej nad tym nie ubolewa, niż wasz biskup.

Chciałbym też, żebyście rozumiejąc trudne położenie księży, mieli więcej wyrozumienia dla nich, ułatwiali im ich ciężką pracę i pomagali im, szczególnie przez czynny udział w Akcji Katolickiej. Wszak Akcję Katolicką właśnie w tym celu w dzisiejszych tak trudnych czasach zaprowadził Ojciec św. i tak gorąco do niej zachęca, by wierni w niej stali się jakoby „przedłużonymi ramionami proboszczów” i przez to brali udział w ich apostolskiej pracy. A nareszcie – a to jest główny cel tego listu Pasterskiego – chciałbym was, drodzy Diecezjanie skłonić do najserdeczniejszej współpracy ze mną i z duchowieństwem celem rozwiązania tego najwięcej palącego zagadnienia naszej Diecezji, jakim w obecnej chwili jest zapewnienie jej stałego dopływu wystarczającej liczby światłych i gorliwych kapłanów.

Jak rozwiązać to trudne ,a tak ważne zagadnienie? Jedynym właściwym i pewnym sposobem jest budzenie wśród naszej młodzieży powołań kapłańskich, skierowanie tych, którzy objawiają znaki tego powołania, na drogę kapłaństwa, odpowiednie kształcenie, wychowanie i przysposobienie ich do tego wzniosłego posłannictwa. Ostatniemu temu zadaniu, to jest wychowaniu nowych kapłanów, służy Seminarium Duchowne, które dzięki waszej pomocy stworzyłem przy Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ta szkoła kapłańska dostarcza nam corocznie pewną liczbę młodych kapłanów. Ale coroczny ten dopływ jest niestety niewystarczający dla szybko rosnących potrzeb Diecezji. Obecnie nasze Seminarium liczy 111 alumnów w sześciu rocznikach. Ostatni rocznik liczy normalnie 15-20 alumnów. Tylu też po szczęśliwym ukończeniu studiów każdego roku mogę wyświęcić na kapłanów i posłać do pracy kapłańskiej w Diecezji. Niestety, ta liczba zaledwie wystarczy, by wypełnić luki, które w ciągu roku powstają w szeregach duchowieństwa diecezjalnego. Koniecznie powinniśmy dążyć do powiększenia tej liczby, by zapewnić Diecezji należyty rozwój. To zadanie jest tym trudniejsze, że z różnych przyczyn powołania kapłańskie wśród młodzieży naszej Diecezji nie są tak liczne, jakby to było pożądanym. Z boleścią muszę stwierdzić, że tylko mniej więcej połowa alumnów naszego Seminarium pochodzi z terenu naszej Diecezji, a reszta z różnych innych Diecezji. Ten stan rzeczy niepokoi mnie i powinien niepokoić również was, bo mógłby o tym świadczyć, że w naszych rodzinach jest mało wiary, albo wiara nie dość żywa, nie dość głęboka. Gdzie bowiem w rodzinach żyje głęboka wiara, tam też zazwyczaj są liczne powołania kapłańskie, Ale może i na pewno istnieją jeszcze inne przyczyny, które wywołują ten brak powołań wśród naszej młodzieży. W każdym razie powinniśmy wytężyć wszystkie siły, aby zmienić ten stan rzeczy i doprowadzić do tego, by nasza Diecezja pod względem powołań kapłańskich stała się samowystarczalna, zapewniła sobie stały i wystarczający dopływ kapłanów z pośród własnej młodzieży.

Czyż rzeczywiście nie ma dostatecznych powołań wśród młodzieży naszej Diecezji? Powołanie kapłańskie to głos Boży, który odzywa się w duszy człowieka, zazwyczaj już w najmłodszych latach. Czyżby nasza młodzież była tak niegodna, żeby Bóg wśród niej znajdował tyko nieliczne jednostki, któreby uważał za godne powołania kapłańskiego? Albo czyżby była tak zepsuta, żeby, choć powołana, nie chciała iść za tym głosem Bożym? Nie można tego przypuścić. Nasza młodzież w olbrzymiej swej większości jest zdrowa i czysta, jest pobożna i szlachetna, jest gotowa i zdolna do poświęcenia się wzniosłym ideałom, jest oddana Chrystusowi i Jego Kościołowi Wśród takiej młodzieży muszą się znaleźć liczne powołania kapłańskie i według mego przekonania rzeczywiście się znajdują. Ale te powołania w wielkiej części są uśpione, nieświadome, inne znów wskutek nieprzyjaznych warunków giną w samym zarodku, inne nie należycie pielęgnowane nie mogą dojrzeć, a nareszcie inne, i to bardzo liczne, tylko dlatego nie dochodzą do skutku, że nie zostały na czas skierowane na właściwą drogę. Iluż to jest młodzieńców, którzy odczuwając w sobie wyraźne powołanie kapłańskie, tylko dlatego nie idą za tym głosem, że nie znają drogi, która prowadzi do kapłaństwa, lub też nie mają odpowiednich do urzeczywistnienia tego celu środków.

Otóż tu otwiera się wielkie i święte zadanie dla nas wszystkich, tak dla biskupa, jak dla duchowieństwa, jak również dla was, drodzy Diecezjanie. Powinniśmy wśród naszej młodzieży budzić powołania kapłańskie, powinniśmy wytworzyć, szczególnie w naszych rodzinach taką atmosferę, by mogły się w niej należycie rozwijać i dojrzewać, powinniśmy troskliwie wyszukiwać te powołania, pielęgnować je i kierować na właściwą drogę, powinniśmy skutecznie pomagać tym, którzy własnymi siłami, własnymi środkami nie mogą dojść do upragnionego celu.

Aby spełnić te wzniosłe zadania, przede wszystkim powinniśmy się nieustannie modlić. Powołanie kapłańskie jest darem Bożym, jest błogosławieństwem nie tylko dla samych powołanych, ale także dla ich rodzin, ich parafii i ich narodu. O dar Boży, o błogosławieństwo Boże trzeba prosić Boga, wybłagać je od Niego. Wyraźnie to stwierdził Pan Jezus, kiedy, jak już wspomnieliśmy, żaląc się na brak robotników w winnicy Pańskiej, zawołał: „Proście Pana żniwa, aby posłał robotników na żniwo swoje” (Mat. 9, 37). Przede wszystkim módlcie się gorąco wy, drogie Matki katolickie, które pragniecie, aby jeden lub drugi z waszych synów stał się kapłanem Chrystusowym. Nie wolno wam ich zmuszać do tego, ale wolno wam prosić Boga, by dał im powołanie kapłańskie i by w tym powołaniu wytrwali. Iluż to z nas kapłanów zawdzięcza swoje powołanie kapłańskie właśnie tym gorącym modlitwom swoich pobożnych matek!

Powołanie kapłańskie to roślina nader delikatna. Na ogół może się należycie rozwijać tylko w atmosferze zdrowej i czystej, przesiąkniętej ciepłem głębokiej religijności i szczerej pobożności. Ta okoliczność jest niewątpliwie jedną z przyczyn, dla której dziś zmniejszyła się liczba powołań wśród naszej młodzieży. Atmosfera bowiem, w której ona żyje, nie jest dziś już tak zdrowa, czysta i katolicka jak dawniej, bo w większym lub mniejszym stopniu jest zatruta materialistycznym duchem czasu. Tym więcej powinniśmy czuwać nad naszą młodzieżą, a już szczególnie nad tą, która objawia znaki powołania kapłańskiego, by ją zachować od zgubnych wpływów tego ducha czasu, a dbać o to, by stworzyć dla niej atmosferę czystą, szczerze katolicką, szczególnie w naszych rodzinach. Dobry kapłan prawie zawsze pochodzi z dobrej katolickiej rodziny. Dobra katolicka rodzina to pierwsze Seminarium duchowne, to żyzna rola, w której przecudna roślina powołania kapłańskiego głęboko może zapuścić korzenie, i z której czerpać może żywotne soki dla swego rozwoju. Im zdrowsze będą nasze rodziny katolickie, tym więcej dostarczą Kościołowi dobrych kapłanów.

Ważną dla budzenia i dojrzewania powołań kapłańskich jest oczywiście także duchowa atmosfera szkoły, tak powszechnej jak i średniej. Niestety, nie zawsze i nie wszędzie ta atmosfera pod tym względem jest dodatnia. Tym większy stąd obowiązek księży, udzielających nauki religii, by jak najgorliwiej pracowali nad pogłębieniem i rozszerzaniem ducha religijnego wśród powierzonej sobie młodzieży, nad wytwarzaniem wśród niej czystej i cieplej atmosfery religijnej. Dużą pod tym względem rolę, poza dobrze udzielaną nauką religii, mogą odgrywać umiejętnie prowadzone Krucjaty Eucharystyczne w szkołach powszechnych, a Sodalicje Mariańskie w szkołach średnich. Organizacje te, tak pożyteczne, należy wszędzie zaprowadzić. W atmosferze, jaka w nich się wytworzy, jeżeli są dobrze prowadzone, nie trudno budzić uśpione powołania kapłańskie i rozwijać je. Czcigodni Księża Prefekci powinni na to zwracać szczególną uwagę, i zwłaszcza tych uczniów, u których spostrzegą znaki powołania kapłańskiego, otaczać odpowiednią opieką.

Są parafie, które Kościołowi świętemu wciąż dostarczają kapłanów, a są takie, które nie mogą się szczycić ani jednym kapłanem, któryby z nich wyszedł. Czy to przypadek Sądzę, że tak na ogół nie jest, ale że ma to swoją przyczynę w atmosferze religijnej, jaka w parafii panuje, w działalności i przykładzie księży w niej pracujących. Gdzie w parafii panuje głęboka i żywa wiara, gdzie życie kościelne jest pięknie rozwinięte, gdzie szanują i poważają kapłana, tam niewątpliwie istnieje atmosfera sprzyjająca powołaniom kapłańskim wśród młodzieży.

Każda parafia powinna mieć tę szlachetną ambicję, by przynajmniej od czasu do czasu wydać z siebie kapłana Chrystusowego. To honor dla parafii, to dowód ducha Bożego, jaki w niej panuje, to błogosławieństwo dla niej. Do stworzenia w parafiach takiej atmosfery, któraby sprzyjała powołaniom kapłańskim wśród młodzieży, w wielkiej mierze może i powinna się przyczynić Akcja Katolicka. Jak we wspomnianej już encyklice o kapłaństwie Ojciec św. Pius XI powiada: „Akcja Katolicka to jakby rola urodzajna, w której spoczywają ziarna wszystkich cnót, albo słuszniej jeszcze, to jakby ogród, troskliwie oparkaniony i dobrze uprawny, w którym kwitną bezpiecznie najpiękniejsze kwiaty”. Oby Akcja Katolicka wszędzie odpowiadała temu przepięknemu obrazowi, w jakim Ojciec św. przedstawia jej działalność. Oby na jej niwie i w jej atmosferze wzrosło jak najwięcej tych najpiękniejszych kwiatów, jakimi niewątpliwie są powołania kapłańskie. „Niech członkowie Akcji Katolickiej wiedzą, – tak Ojciec św. kończy ten ustęp swej encykliki o udziale Akcji Katolickiej w budzeniu i pomnażaniu powołań kapłańskich, –  niech członkowie Akcji Katolickiej wiedzą, jakim poważaniem cieszy się ich dzieło, niech będą przekonani, że pomnażając szeregi duchowieństwa świeckiego i zakonnego, najzupełniej uczestniczą w godności, w dostojeństwie owego „Królewskiego Kapłaństwa”, o którym Książę Apostołów wszystkich odkupionych uroczyście zapewnił.

Chrystus Pan oczywiście może swoich kapłanów powołać także w nadzwyczajny sposób. Tak na przykład powołał św. Pawła apostoła, wyrywając go wprost z atmosfery nienawiści do Kościoła, w której żył i którą sam był przesiąknięty. Ale to są rzadkie wypadki. Normalne warunki, w których budzą, pogłębiają się i mnożą powołania kapłańskie, to, jak powiedzieliśmy,  gorąca modlitwa ludu Bożego o dobrych kapłanów oraz zdrowa religijna atmosfera w naszych rodzinach, szkołach i parafiach. To są warunki, które od nas zależą. Stwórzmy te warunki, a będziemy mieli liczne i solidne powołania kapłańskie. By jednak te powołania doszły do skutku, potrzebne są niestety, także poważne materialne środki. Droga do kapłaństwa jest bowiem długa, a przy tym kosztowna. By zdobyć należytą wiedzę i należycie przysposobić się do pracy kapłańskiej, powołana do kapłaństwa młodzież powinna w dzisiejszych warunkach przejść całe gimnazjum, a po jego skończeniu przez całe sześć lat poświęcić się już ściśle kapłańskim naukom w Seminarium Duchownym. Niestety, tylko mała część powołanych znajduje się w takich warunkach materialnych, by mogła własnymi środkami pokryć koszta, jakich wymaga to dwanaście lat trwające przygotowanie do kapłaństwa. To jest niewątpliwie główny powód, dla którego liczne powołania kapłańskie ,jakie istnieją wśród naszej młodzieży, nie mogą dojść do skutku: brak tej młodzieży środków, by mogła iść za głosem Bożym. Wprawdzie dla braku środków nikogo nie odrzucam, kto z odpowiednimi kwalifikacjami zgłasza się do naszego Seminarium Duchownego. Ale już nie rozporządzam żadnymi środkami, by młodzieży, pochodzącej z dobrych, ale biednych rodzin katolickich, a pragnącej poświęcić się służbie Bożej, umożliwić lub przynajmniej ułatwić wykształcenie gimnazjalne. Czyż z tego powodu wolno nam rezygnować z tej młodzieży? Czyż wolno nam nie dopuścić jej do kapłaństwa tylko dlatego, że nie posiada odpowiednich środków materialnych, potrzebnych do osiągnięcia tego wzniosłego celu? Nie wolno nam zgodzić się na to, tymbardziej dziś, kiedy zapotrzebowanie kapłanów w Diecezji jest tak wielkie. Musimy dopomóc tej młodzieży, musimy wspólnym wysiłkiem znaleźć środki, by umożliwić jej drogę do kapłaństwa. Tego wymaga od nas Chrystus, który ich powołał do kapłaństwa, tego wymaga od nas dobro naszej Diecezji, która ich potrzebuje, o to prosi nas ta młodzież, która tak gorąco pragnie poświęcić się pracy kapłańskiej.

Głównie w tym celu, by tej młodzieży pomóc na drodze do kapłaństwa, objąłem, jak wam wiadomo, gimnazjum w Wieluniu i stworzyłem przy nim bursę. Niestety, wskutek szczupłych funduszów, jakimi Diecezja rozporządza, nie mogłem dotąd do tego zakładu diecezjalnego przyjąć w większej liczbie uczniów biednych, a pragnących kształcić się na kapłanów, i nie mogłem rozbudować tego zakładu tak, by odpowiadał potrzebom Diecezji. Wobec wielkiego zapotrzebowania kapłanów, obecnie jednak trzeba zabrać się do tego zadania, trzeba rozbudować tak gimnazjum jak i bursę, aby móc do nich przyjąć, utrzymać w nich i kształcić jak największą liczbę młodzieży powołanej do kapłaństwa. Pomóżcie mi, drodzy Diecezjanie, w urzeczywistnieniu tego zamiaru! Pomóżcie tej dzielnej młodzieży, tak bardzo pragnącej wejść na królewską drogę kapłaństwa. Pomóżcie mi waszymi ofiarami na ten cel ,czy to przez stałe składki, czy to przez fundacje stypendialne, czy to przez zapisy w testamentach, czy to przez utrzymanie jednego, lub więcej uczniów biednych, ale rokujących nadzieję, że będą z nich gorliwi kapłani. Nie ma ofiary, któraby przyniosła więcej błogosławieństwa, któraby Bogu była milsza, niż ofiara na wychowanie dobrych kapłanów, na pomnożenie ich liczby. „Czegokolwiek pragnęlibyśmy dokonać, tak mówi św. Wincenty a Paulo, zawsze dojdziemy do przekonania, że nigdy nie było nam dane do większego dzieła przyłożyć ręki, niż kiedy mogliśmy przyczynić się do istnienia dobrych kapłanów”. Przytaczając te słowa wielkiego świętego kapłana w swojej encyklice o kapłaństwie, tak Ojciec św. je uzasadnia: „Nic bowiem nie jest Bogu milsze, nic dla Kościoła zaszczytniejsze, nic dla łudzi pożyteczniejsze, niż bezcenny dar światłego kapłana. Jeśli więc ten co kubek wody poda najmniejszemu z uczniów Chrystusowych, nie traci zapłaty swojej (Mat. 10, 42), jakąż myślicie zapłatę i nagrodę otrzymają ci, którzy w nieskalane ręce młodego lewity wkładają niejako święty kielich, rumieniący się Krwią Zbawiciela i dopomaga ją mu, by mógł ku niebu podnieść ten zadatek pokoju i szczęścia ludzkiego”.

Nie żałujmy więc wysiłków, by budzić, pogłębiać i pomnażać wśród młodzieży naszej Diecezji powołania kapłańskie, nie żałujmy ofiar, by doprowadzić je do błogosławionego skutku i w ten sposób zapewnić naszej Diecezji stały i wystarczający dopływ młodych, gorliwych i światłych kapłanów. Módlmy się nieustannie i gorąco w tym celu, wytwarzajmy w naszych rodzinach, szkołach i parafiach zdrową, religijną atmosferę, by w niej mogły się budzić i dojrzewać powołania kapłańskie. Składajmy hojne ofiary, by młodzieży powołanej, ale  biednej umożliwić lub ułatwić drogę do kapłaństwa.

Otaczajmy najczulszą opieką nasze Seminarium Duchowne i nasze Gimnazjum Diecezjalne, wyposażmy je w odpowiednie środki, by mogły jak niedoskonałej spełnić swoje wzniosłe zadanie, kształcić i wychowywać jak najliczniejsze szeregi kapłanów Chrystusowych.

Ze szczególnie gorącym apelem zwracam się do Ciebie, droga Młodzieży, tak w szkołach powszechnych jak i średnich, a już szczególnie gorąco do was, drodzy młodzi Przyjaciele, którzy stoicie przed zakończeniem studiów gimnazjalnych. Wsłuchajcie się pilnie w dusze swoje! Może w nich odzywa się głos Chrystusa Pana, wołający do was, jak wołał do apostołów: „Veni, sequere me! Pójdźcie za mną” (Mat. 19, 2l). Jeżeli tak jest, nie sprzeciwiajcie się temu głosowi, bo sprzeciwiając się mu, sprzeciwiając się waszemu powołaniu przez Chrystusa do kapłaństwa, moglibyście złamać swoje życie, moglibyście sami z góry zagrodzić sobie drogę do takiej przyszłości, do jakiej Bóg w swej miłości chciał was prowadzić dla waszego szczęścia. Nie opierajcie się więc temu głosowi Bożemu, ale idźcie za nim pełni wdzięczności do Boga i pełni radości! Bo głos ten wzywa was do drogi na wyżyny życia i czynu, bo taka jest droga kapłańska, wzywa was do najwznioślejszego posłannictwa, do współpracy z Chrystusem nad odkupieniem i zbawieniem ludzkości, nad odnowieniem świata, nad budową Polski Chrystusowej, bo takie jest posłannictwo kapłana. Jak Ojciec św. w swej encyklice o kapłaństwie powiada, nie moglibyście dla siebie wybrać wyższej godności i „dostojniejszego urzędu, jak ten, który jest godzien podziwu aniołów i ludzi“, a taki jest urząd kapłański, taką godność kapłańska. Amen.

+ TEODOR KUBINA

Biskup

Częstochowa, 9 lutego 1939 r.

 

Źródło: Wiadomości Diecezjalne 14 (1939), nr 2, s. 14-22

 

 

STATUT

Diecezjalnego Dzieła Powołań Kapłańskich w Częstochowie

Istota i cel.

Diecezjalne Dzieło Powołań Kapłańskich jest zrzeszeniem kapłanów i wiernych dla współpracy nad budzeniem i wychowaniem powołań kapłańskich.

Zrzeszenie to oparte jest na ustawach Papieskiego Dzieła Powołań Kapłańskich, założonego 4. XI. 1941 r. przez papieża Piusa XII.

Celem zrzeszenia jest praca ofiarna w budzeniu i wychowywaniu powołań kapłańskich.

Organizacja.

Dzieło poświęcone jest Najwyższemu Kapłanowi, Chrystusowi Panu, i oddane pod macierzyńską opiekę Matki Bożej, Królowej Apostołów oraz św. Józefa. Opiekuna Kościoła.

Dzieło powołane jest do życia przez Ordynariusza Częstochowskiego, który też wyznaczy Dyrektora Dzieła i Radę Diecezjalną. Dyrektor tworzy w każdej parafii przy kościele parafialnym filię Dzieła pod nazwą: Parafialne Dzieło Powołań Kapłańskich w……….. (nazwa parafii) oraz wyznacza Kierownika filii w porozumieniu z Proboszczem miejscowym.

Sprawozdanie roczne Dyrektor Dzieła przesyła Ordynariuszowi Diecezji, kierownicy zaś parafialni przesyłają swe sprawozdania Dyrektorowi.

Członkowie.

Członkiem Diecezjalnego Dzieła Powołań Kapłańskich może być każdy katolik duchowny i świecki, który zgłosi się dobrowolnie, moralnie zobowiąże się spełniać obowiązki członkowskie oraz wpisany zostanie do parafialnej czy diecezjalnej księgi członków Dzieła.

Członkiem mogą być i osoby moralne, jak rodziny, organizacje katolickie, zgromadzenia zakonne.

Obowiązki członków.

Członkowie zobowiązują się wedle swej możności:

  1. a) ofiarować w intencji powołań kapłańskich mszę Św., komunię św. oraz dobro uczynki i cierpienia w dni: Wielki Czwartek, jeden dzień Suchych Dni, pierwszy czwartek tub

pierwszą sobotę miesiąca, święto Królowej Apostołów (sobota po Wniebowstąpieniu Pańskim) i Opieki św. Józefa ( środa po II-ej niedz. po Wielkanocy lub w najbliższą niedzielę;

  1. b) szerzyć przy sposobności znajomość zadań Dzieła słowem lub za pomocą odpowiedniej prasy i wpajać szacunek dla godności kapłańskiej;

c wspomagać materialnie kandydatów do kapłaństwa przez doraźną pomoc, częściowe lub całkowite pokrycie kosztów utrzymania i wychowania, w bursach lub w Seminarium Duchownym.

Prawa członków.

W intencji członków w kaplicy seminaryjnej odprawia się Msza św. co kwartał w jeden dzień Suchych Dni, a za zmarłych członków jest jedna Msza św. w oktawie Dnia Zadusznego

  1. Członkowie zyskać mogą: 1) odpust zupełny po spowiedzi i komunii Św., gdy w kościele lub kaplicy publicznej przynajmniej przez pół godziny pomodlą się przed Najśw. Sakramentem w intencji powołań kapłańskich,
  2. 7 lat odpustu za pobożne odmówienie jakiejkolwiek modlitwy przez Władze Duchowną potwierdzonej, o powołania kapłańskie, a za codzienne jej odmawianie odpust zupełny pod zwykłymi warunkami,
  3. 300 dni odpustu za westchnienie: O Mario, Królowo kapłanów módl się za nami i wyproś nam licznych i świętych kapłanów (Preces et pia opera, Romae, 1938, Nr 561, 562, 558.

 

Źródło: Wiadomości Diecezjalne, 18(1948) nr 1, s. 24-25.